denko
Pielęgnacja, Pielęgnacja koreańska

Denko #7

Hej Wam sprzątającym łazienkę raz na tysiąc lat! 😛 Okazuje się, że cykliczne przeglądanie moich zbiorów owocuje zwiększeniem miejsca na nowe cudeńka 😛 . A że trafiło mi się kilka naprawdę solidnych produktów i kilka meeega bubli, to zapraszam do zapoznania się ze stosikiem który usypałam. Koniecznie też dajcie znać jak Wam się podoba tło do zdjęć. Wydaje mi się, że teraz wszystko wygląda schludniej i bardziej czytelnie, ale wiecie- to może być tylko moje odczucie 😀

do twarzy

Do twarzy:

  • L’oreal ojekowy rytuał odżywczy tonik z olejkami- nazwanie tego tonikiem świadczy o niezrozumieniu tematu przez producentów. To jest zwykły krem/mleczko do demakijażu, które w dodatku ma bardzo intensywny zapach, leje się strasznie z wacika i jest mało wydajne. Pisałam o nim tutaj- klik
  • Femi olejek hydrofilny do demakijażu- lubiłam się z tym produktem przez wgląd na jego cudny- geraniowy zapach , super wydajność i dobre rozpuszczanie makijażu. Mała uwaga jest taka, że pomimo tego, że producent deklaruje jego hydrofilność- czyli łączenie się z wodą i dzięki temu zmywający- to on nie zmywa się całkowicie- wymaga domycia innym środkiem. Pisałam o nim tutaj- klik
  • Pyunkang Yul Essence Toner- jednym słowem- UWIELBIAM- po więcej informacji zapraszam tutaj- klik
  • Blithe Pressed Serum Tundra Chaga- moje pierwsze serum w kremie i od razu strzał w dziesiątkę, cudo do którego wrócę. Pełna recenzja produktu znajduje się tutaj- klik
  • dear klairs- Midnight Bluea Calming Cream- po dzisiejszym wpisie stwierdzicie, że jestem maniaczką tej marki i chyba nie będzie to kłamstwo. Rewelacyjny dla mnie produkt, choć skład nie urywa. Jak klairs to robi nie mam pojęcia, ale ich produkty naprawdę działają. Po więcej zapraszam tutaj- klik
  • Bandi skoncentrowana ampułka przeciw zmarszczkom- świetny produkt polskiej firmy- pełna recenzja znajduje się tutaj- klik
  • MisshaM Perfect Cover BB Cream no 21- na początku niezbyt się z tym kremem lubiła, ale po jesiennym powrocie zaczęłam go używać, aż zdenkowałam. Jak dla mnie ten kolor jest bardziej dla bladzi ochów. Krycie ma lekkie/ średnie. Nie zapchał mnie i był dość trwały kiedy utrwaliło się go pudrem. W przyszłości pewnie pokuszę się o ciut ciemniejszy kolor. Swatche kremu znajdziecie tutaj- klik
  • L’oreal ojekowy rytuał odżywczy tonik z olejkami- nazwanie tego tonikiem świadczy o niezrozumieniu tematu przez producentów. To jest zwykły krem/mleczko do demakijażu, które w dodatku ma bardzo intensywny zapach, leje się strasznie z wacika i jest mało wydajne. Pisałam o nim tutaj- klik
  • Femi olejek hydrofilny do demakijażu- lubiłam się z tym produktem przez wgląd na jego cudny- geraniowy zapach , super wydajność i dobre rozpuszczanie makijażu. Mała uwaga jest taka, że pomimo tego, że producent deklaruje jego hydrofilność- czyli łączenie się z wodą i dzięki temu zmywający- to on nie zmywa się całkowicie- wymaga domycia innym środkiem. Pisałam o nim tutaj- klik
  • Pyunkang Yul Essence Toner- jednym słowem- UWIELBIAM- po więcej informacji zapraszam tutaj- klik
  • Blithe Pressed Serum Tundra Chaga- moje pierwsze serum w kremie i od razu strzał w dziesiątkę, cudo do którego wrócę. Pełna recenzja produktu znajduje się tutaj- klik
  • dear klairs- Midnight Bluea Calming Cream- po dzisiejszym wpisie stwierdzicie, że jestem maniaczką tej marki i chyba nie będzie to kłamstwo. Rewelacyjny dla mnie produkt, choć skład nie urywa. Jak klairs to robi nie mam pojęcia, ale ich produkty naprawdę działają. Po więcej zapraszam tutaj- klik
  • Bandi skoncentrowana ampułka przeciw zmarszczkom- świetny produkt polskiej firmy- pełna recenzja znajduje się tutaj- klik
  • MisshaM Perfect Cover BB Cream no 21- na początku niezbyt się z tym kremem lubiła, ale po jesiennym powrocie zaczęłam go używać, aż zdenkowałam. Jak dla mnie ten kolor jest bardziej dla bladzi ochów. Krycie ma lekkie/ średnie. Nie zapchał mnie i był dość trwały kiedy utrwaliło się go pudrem. W przyszłości pewnie pokuszę się o ciut ciemniejszy kolor. Swatche kremu znajdziecie tutaj- klik
do mycia

Do mycia:

  • Tizmi I’m Great All Over Total Body Wash- bardzo fajny produkt 3 w 1, pisałam o nim tutaj- klik
  • Avon Senses Winter Magic żel pod prysznic- żel fajny, wydajny i o ciekawym zapachu. To jest edycja limitowana, ale jak zwykle pojawia się co roku w okresie świat. Ten zapach od poprzednich świątecznych edycji odróżnia to, że był bardziej jabłkowy w zapachu
  • Green Pahrmacy delikatny żel do mycia twarzy aloes- nie powiedziałabym, że jest to produkt dla skóry wrażliwej, bo ma w składzie SLS, ale jednak zmywakiem był porządnym. Komu nie przeszkadza dość mocno zdzierający skład, ten będzie z niego zadowolony. Ma delikatny, świeży zapach.
  • STR8 Ahead żel pod prysznic- żel męski, ale często go sobie pożyczałam po treningu. Daje niesamowite uczucie świeżości, ale nie chłodzi, zapach jest taki lekko kadzidłowy, ale nie przymulający. Długo utrzymuje się na skórze.
  • Evree Soda Clean sodowy puder do mycia twarzy- bubel… nie rozumiem konceptu działania tego produktu. Albo nie umiem go używać, albo zwyczajnie nie działa. No ale instrukcja nie była trudna do stosowania- nasypać na dłoń, nalać trochę wody, powstałą mieszankę rozprowadzić po twarzy i później spłukać. Niby proste, prawda? Ale to u mnie się ani rozpuścić nie chciało, ani myć… nie rozumiem. Próbowałam kilkanaście razy i się poddałam, wywalam prawie pełny.
do włosów

Do włosów:

  • Schwarzkopf taft wavy volume Berlin lakier do włosów- bardzo fajny produkt, dobrze utrwalał, trochę sklejał włosy, dawał się wyczesać. Na plus zasługuje świetny rozpylacz
  • Timotei 2 w 1 fresh szampon i odżywka z różą jerychońską- nie świeżość, a smalec… toż to mi tak dziwnie najpierw przesuszało, a później przetłuszczało włosy, że nie zbliżę się do produktów Timotei przez najbliższe 5 lat. A jeszcze przycebulowałam i kupiłam duże opakowanie 750ml… Zużyłam do mycia nóg 😛 Nie kupijcie tego, szkoda kasy
  • Wild Siberica Faroe Island szampon- odłam Natury Sibierici. Niby dla mężczyzn, ale ja też go używałam i bardzo lubiłam. Ma przyjemny, morsko- ziołowy zapach i zadowalający skład bez zdzieraczy (SLS). Moc myjąca średnia, na co dzień idealny.
  • Dr Sante coco nut hair olejek do włosów- moje włosy nie lubią kokosa, ale z tym bardzo się polubiły. Używałam na końcówki i olejek ładnie je wygładzał, ułatwiał rozczesywanie i nie zbijał włosów w strąki. Ps.to jest olejek tylko z nazwy. Ma w składzie olej kokosowy, ale oprócz tego masę sztucznych ślizgaczy 😛
maseczki do twarzy

Maseczki do twarzy:

  • Avon Planet Spa himalayan goji berry- maskę oceniałabym jako max średnią, więcej o niej znajdziecie tutaj- klik
  • Avon Planet Spa turkish thermal baths- bardzo przyjemna, wydajna i działająca glinka, a w zasadzie bardziej maska glinkę rhassoul zawierająca. Niemniej dla osób, którzy nie lubią mieszać własnych maseczek, tylko używać gotowy produkt jest ona całkiem niezłym rozwiązaniem. Więcej o niej znajdziecie tutaj- klik
  • Avon Naturals milk and honey- nie lubimy się z tą maską. Nawilżać to ona nie nawilża, nieprzyjemnie przysycha na twarzy i ciężko ją zmyć. Ma również duszący- sztuczno- mleczno-miodowy zapach… bleh. Nie zużyłam jej, zdążyła się przeterminować. Nie kupię jej więcej i nie polecam
  • Skin79 Soul girl’s- zużyłam tym razem trzy maski z tej serii. Każda ma ciut inny skład, ale działanie w sumie dość podobne. Fajnie nawilżają i łagodzą. Zapachu nie pamiętam, więc pewnie nie mają. Są całkiem ekonomiczne i można je kupić w pakiecie.
  • Biedronkowe maski z Litchi- mam jeszcze kilka niedobitków, ogólnie są ok- nawilżają, ale oprócz tego cudów nie zrobią
  • muju Santa- kolejny łup z Biedronki, ale tym razem bubelek. Maska nie zrobiła nic, była nieprzyjemnie lepka i nawet ten nadruk wyglądał jakbym próbowała ucharakteryzować się na narąbanego wilka morskiego a nie mikołaja. Nie polecam, nawet na te 4,99zł
  • Ginsening Steam Cel Mask- maska ok, pisałam już o niej w poprzednich denkach i póki co nic nowego o niej nie wymyśliłam- klik 😛
  • dear klair Midnight Blue Calming Sheet Mask- na koniec świety Graal. Maseczka cud. Przetestowałam ją po użyciu kwasów i to co zrobiła z moją podrażnioną skórą to była jakaś rewelacja. W sekundę zlikwidowała ona ściągnięcie, uczucie pieczenia i chęć podrapania twarzy (tak mam po kwasach). Napisane jest, że calming i faktycznie calming jest!
różne

Różne:

  • Biolove- mus do ciała pomarańcza- szczerze uwielbiam te produkty. Mają prosty, naturalny skład, pięknie nie chemicznie pachną, są wydajne i często można je w Kontigo złapać w promocji. Podobne zdanie mam również o masłach z Biolove, o których ostatnio pisałam na Instagramie
  • Aritaum krem do depilacji- trafił do mnie w jednym z KoreaBoxów. Zużyłam, choć szału nie było. Śmierdział jak inne depilatory i musiałam go trzymać z 10 minut, żeby był efekt. O wiele lepszy jest krem do depilacji z Avon pod prysznic
  • MTS olej makadamia- kupiłam z zamiarem używania do twarzy, ale ta wyjątkowo się z nim nie lubi. Za to świetnie sprawdził się do moich włosów. Mieszałam dwie łyżki z odżywką Garniera z serii Hair Food.
  • Colgate Plax płyn do płukania ust Tea&Lemon- normalnie nie pisałabym o płynie do higieny jamy ustnej, ale ten był wyjątkowo dziwaczny. W smaku przypominał gumę do życia miętowo- cytrynową. I choć lubię ten smak, to jakoś jako płyn dawał mi uczucie niedoczyszczenia paszczęki. Może być jednak dobrą alternatywą dla osób, które nie cierpią typowo miętowych płynów
  • Isana Young plasterki na niedoskonałości- kolejne opakowanie, które mi się zaplątało gdzieś w szufladzie. Dalej lubię, dalej uważam że działają, dalej sądzę, że powinny być w niezbędniku każdej z nas 🙂

Próbki:

  • dear klairs Freshlu Juiced Vitamin E Mask- bardzo przyjemny  produkt o specyficznej konsystencji. Na początku wyjmuje się go z opakowania jak smalec, ale po rozpracowaniu w dłoniach nabiera miększej konsystencji i świetnie wpracowuje się w skórę. Buzia po użyciu jest ładnie wygładzona, uspokojona i nawilżona. Na pewno kupię pełnowymiarowy produkt. Ps. jest szalenie wydajny- 3ml próbka wystarczyła mi na 4 użycia- a nie żałowałam i smarowałam grubą warstwą
  • dear klairs Illuminating Supple Blemish Cream SPF 40 PA++- pisałam o tej próbce tutaj- klik, naprawdę fajny produkt, polecam. Z pewnością trafi do mnie pełnowymiarowa tubka.
  • dear klairs Rich Moist Soothing Serum- ten produkt był ok, ale nic nie urwał. Z cech szczególnych to miał trochę męski zapach. Nawilżał, łagodzenia nie zauważyłam.
  • O HUI soft peeling- po pierwsze jest to próbka – porażka. Jak Waszym zdaniem mam przetestować peeling mechaniczny przy używaniu 1ml produktu? Toż to na nos by wystarczyło jedynie. Za wiele powiedzieć o nim więc nie mogę. Wiem, że zapachu toto nie ma, i ma malutkie drobinki ścierne. Czy działa? A HUI wie 😛
  • dear klairs Gentle Black Deep Cleansing Oil- wiem, że się nie znalazł na zdjęciu, bo niestety przykleił się do wiadra denkowego i nie załapał na sesję:P. Olejek jest skuteczny, przyjemny w używaniu, ale zupełnie niewart swojej ceny. Nie jest to jakiś szczególny specyfik, który cudownie wpływa na stan skóry, dlatego też lepiej zapatrzyć się w tańsze zamienniki, np. z Bielendy
  • one&Orly Black Mask Detox Ritual- kolejny cuś a’la pilaten i jak pilaten działa…czyli u mnie nie robi nic J

Ps. dzisiejszy wpis nie był sponsorowany przez dear klairs 😛

Znacie któryś z tych produktów? A może macie o nich inne zdanie? Podzielcie się opinią 🙂

Może Ci się również spodobać....

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o