Pielęgnacja koreańska

Blithe- Velvet Yam i Crystal Iceplant

Ci którzy zaglądają do mnie od jakiegoś czasu wiedzą pewnie, że jeśli miałabym wybrać swoje najukochańsze serum do twarzy, to bez wahania wskazałabym na Blithe Tundra Chaga. Był to mój pierwszy produkt od Blithe i miłość od pierwszego użycia. A że ciekawska ze mnie bestia, to postanowiłam wypróbować pozostałe sera i sprawdzić, czy dorównają ich kiszonemu bratu (jeśli ktoś nie wie o co chodzi z kiszonką, to zapraszam na recenzję- klik)

Do mojego koszyka trafiły dwa sera dostępne na polskim rynku- Velvet Yam i Crystal Iceplant, na chciejlście w dalszym ciągu oczekuje ostatnie- morelowe serum- Gold Apricot. No ale przejdźmy do bohaterów dzisiejszego wpisu:

Velvet Yam

Od producenta

Prasowane serum na bazie 68% ekstraktu z pochrzynu o działaniu odżywczo-nawilżającym. Główne zalety:
– Proteiny oraz mucyna skutecznie nawilżają oraz wygładzają skórę. 
– Sfermentowany olejek arganowy, oliwa z oliwek, olejek macadamia, oraz masło shea odżywiają oraz nawadniają skórę. 

Produkt przeznaczony dla cery dojrzałej, która utraciła elastyczność. Zawarty w składzie napar  z błyskoporka podkorowego tonizuje, wyrównuje gospodarkę hydrolipidową skóry oraz ma działanie ujędrniające. Jest bogatym źródłem przeciwutleniaczy, dzięki czemu zapobiega powstawaniu zmarszczek. Dodatkowo serum zostało wzbogacone olejkiem arganowym, który odżywia oraz regeneruje skórę. 

Serum przeznaczone jest do cery suchej

Konsystencja, zapach, opakowanie, cena

Tak jak każde prasowane serum od Blithe, produkt zamkniety jest w plastikowym słoiczku, wyposażonym w plastikowy stoper przeciwko wylewaniu produktu i łyżeczkę do wydobywania serum. W nowych wersjach łyżeczka jest zagięta i umieszczona w klipach na stoperze, w starych dołączona jest do kartonika  prosta, plastikowa szpatułka (
na pewno gdzieś ją mam, do zdjęcia się nie załapała 🙂 ).

Serum ma konsystencję gęstego kremu w kolorze białym- coś a’la nivea. Nie bieli skóry, i wchłania się średnio szybko- w około 1-2 minuty. Po użyciu na skórze wyczuwalna jest delikatna welurowa warstewka, nie błyszczy się. Ma delikatny kwiatowo- cytrusowy zapach.

W regularnej cenie za produkt zapłacimy ok. 180zł, w promocji można go złapać za ok. 100zł.

Moje uwagi

Według producenta jest to produkt przeznaczony dla skóry suchej, ja jednak uważam, że lepiej sprawdzi się do cery normalnej na dzień, bądź dla tłustej- zamiast kremu, na noc.  Dla cer suchych w mojej ocenie będzie zbyt słaby, a ze względu na kremową konsystencję ciężko do niego dopasować krem, który będzie się wchłaniał przez pozostawioną przez serum warstwę ochronną. No i właśnie- warstwa. Przez delikatny welurek, który serum pozostawia na skórze, dla mnie jest to bardziej krem niż serum i w tej roli polecałabym go używać. Nawet przy mocno wysuszonych i odwodnionych policzkach serum nie bardzo pozwalało mi na nawarstwienie kolejnych produktów.

Jeśli chodzi o wartość użytkową, to w zależności od rodzaju skóry, dla normalnych cer jak najbardziej sprawdzi się pod makijaż, bo serum nie roluje się, ani nie waży z różnymi podkładami. Dla cer tłustych- jeśli zastosuje się zbyt dużą ilość- może wybłyszczać co bardziej aktywne partie twarzy.

Ja używam tego serum jako nocnego kremu na produkty z retinolem. Dzięki temu unikałam przesuszu skóry i ewentualnego jej podrażnienia. Stosuję  je również w okolicę oczu i nigdy nie zdarzyło mi się, żeby produkt ten mnie podrażnił (ale robicie to na własne ryzyko).

Skład INCI:

dioscorea villosa (wild yam) root extract (68.5%), caprylic/capric triglyceride, glycerin, butylene glycol, 1,2-hexanediol, macadamia integrifolia seed oil, hydrogenated polydecene, polyglyceryl-3 methylglucose distearate, butyrospermum parkii (shea) butter, hydroxyethylcellulose, cetearyl olivate, sorbitan olivate, dimethicone, glyceryl stearate, cetearyl alcohol, caprylic/capric glycerides, candida bombicola/glucose/methyl rapeseedate ferment, argania spinosa kernel oil, olea europaea (olive) fruit oil, citrus aurantium dulcis (orange) peel oil, aniba rosaeodora (rosewood) wood oil, pelargonium graveolens flower oil, xanthan gum, carbomer, disodium edta, potassium hydroxide

Crystal Iceplant

Od producenta

Prasowane serum na bazie 63% ekstraktu z przypołudnika o działaniu kojąco-nawadniajacym. 
Główne zalety:
– Bogate w witaminy, cynk, kolagen, beta-karoten oraz minerały skutecznie łagodzi podrażnienia spowodowane promieniami UV oraz nadmierną stymulacja naskórka. 
– Wyrównuje gospodarkę hydro-lipidową skóry, kontroluje nadmierne wydzielanie sebum oraz pozostawia przyjemne uczucie świeżości.
Funkcje:
– Produkt przeznaczony dla cery tłustej, ze skłonnościami do podrażnień. 
– Innowacyjna formuła: składniki roślinne zostały przetworzone w niskiej temperaturze w celu lub zachowania ich właściwości odżywczych.

Konsystencja, zapach, cena

Serum ma postać wodnistego żelu, bardzo lekkiego, jednak niecieknącego przez palce. Wchłania się bardzo szybko i przy małej ilości nie pozostawia warstwy na skórze. Jeśli chodzi o zapach, to jest on sztuczno- cytrusowy, średnio-intenstywny. Dla mnie niezbyt przyjemny. Dobrze więc, że zapach szybko się ulatnia.

W regularnej cenie za produkt zapłacimy ok. 180zł, w promocji można go złapać za ok. 100zł.

Moje uwagi

Serum ma być przeznaczone dla cery tłustej i moim zdaniem tym razem przeznaczenie zostało dobrze wskazane, choć jest pewne „ale”. Przez wodnistą konsystencję specyfik fajnie sprawdzi się dla takich cer, jednak jako produkt na dzień.  Ja metodą prób i błędów wypracowałam sobie metodę pielęgnacji skóry, kładącą nacisk na wieczorną rutynę, gdzie mogę sobie pozwolić na ciężkie kosmetyki, bez obawy jaki będą miały wpływ na makijaż. Wieczorem to serum spełniałoby u mnie rolę raczej esencji, niż typowego serum i koniecznie dołożyłabym do niego normalne serum i krem.

Ja stosuję go rano, pod makijaż, jeśli nie używam serum z witaminą C. Nie lubię go stosować w okolicę oczu, gdyż jakby ciut przesusza i ściąga cienką skórę.

Skład INCI:

mesembryanthemum crystallinum extract (63%), water, butylene glycol, cyclopentasiloxane, glycerin, 1,2-hexanediol, glycereth-26, bis- peg-18 methyl ether dimethyl silane, cyclohexasiloxane, saccharomyces/viscum album (mistletoe) ferment extract, lactobacillus/soybean ferment extract, saccharomyces/imperata cylindrica root ferment extract, leuconostoc/ radish root ferment filtrate, polyglutamic acid, selaginella tamariscina extract, cuscuta australis seed extract, houttuynia cordata extract, eucalyptus globulus leaf extract, pueraria lobata root extract, ulmus davidiana root extract, oenothera biennis (evening primrose) flower extract, pinus palustris leaf extract, melia azadirachta leaf extract,  melia azadirachta flower extract, coccinia indica fruit extract, solanum melongena (eggplant) fruit extract, amber powder, curcuma longa (turmeric) root extract, ocimum sanctum leaf extract, moringa pterygosperma seed oil, corallina officinalis extract, candida bombicola/glucose/methyl rapeseedate ferment, argania spinosa kernel oil, olea europaea (olive) fruit oil, citrus medica limonum (lemon) peel oil, lavandula angustifolia (lavender) oil, citrus aurantifolia (lime) oil, eucalyptus globulus leaf oil, rosmarinus officinalis (rosemary) leaf oil, juniperus mexicana oil, chamomilla recutita (matricaria) flower oil, pelargonium graveolens flower oil, ammonium acryloyldimethyltaurate/vp copolymer, polyurethane-39, acrylates/c10-30 alkyl acrylate crosspolymer, allantoin, dimethicone crosspolymer, potassium hydroxide, xanthan gum, disodium edta

Podsumowanie

Oba produkty uważam za naprawdę solidne i ciekawe propozycję, jeśli jednak miałabym wybrać, to z trzech przetestowanych przeze mnie ser od Blithe wybrałabym Tundrę Chagę. Nie oznacza to jednak, że są to produkty gorsze. Po prostu moja skóra najbardziej polubiła się tym konkretnym produktem.

Dajcie koniecznie znać czy miałyście okazję używać jakichś produktów od Blithe i z jakim skutkiem.

Do poczytania

Może Ci się również spodobać....

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o