denko
Aliexpress, Makijaż, Pielęgnacja, Pielęgnacja koreańska

Denko #8

Naszła mnie wena na wiosenne porządki. Podjęłam się sprawdzenia i przewąchania podejrzanie długo zalegających kosmetyków, z którymi zdecydowanie nadszedł czas na to, żeby się pożegnać. Efektem tego jest dzisiejsze denko. Zapraszam dalej 🙂

Do makijażu

W tej sekcji zrobiłam duże porządki i wywaliłam mnóstwo produktów, które mi się popsuły. Żeby nie było, nie jestem ideałem, często używam produktów po terminie przydatności. Wyrzucam te, których wiem, że nie będę używała i te, które zmieniły zapach.

  • Rzęsy magnetyczne- niby hit 2018r, ja totalnie nie potrafiłam go używać. Nie ma takiej opcji żeby nałożyć  te rzęsy i żeby dobrze wyglądały. Dodatkowo przy zdejmowaniu wyrwałam sobie kilka własnych rzęs… szkoda kasy
  • Pomada do brwi od Focallure- czasami skuszę się na jakieś produktu do makijażu z Aliexpressu, ale już coraz rzadziej mam takie odpały. Ta pomada była kiepska, w zasadzie to dotarła do mnie już prawie całkowicie zaschnięta i od początku musiałam używać Duraline żeby w ogóle móc zaaplikować produkt. Szału nie zrobiła, pomada od Wibo jest 1000 razy lepsza. Użyłam tylko kilka razy
  • Tinty do ust w buteleczkach a’la wino z Aliexpressu- niby produkt fajny, ale jednak nie podobało mi się, że tak mocno wżerał się w usta. Jednak jeśli sprowadzam coś z Chin, to wolę żeby to były produkty do używania na powierzchni. Wyrzucam prawie pełne.
  • Matowe pomadki w płynie Popfeel, Liyada, Drayon z Aliexpressu- tak jak wyżej, produkt przeterminowany leci do kosza prawie pełny
  • Pomadki płynne i w sticku od Avon- regularne, błyszczące pomadki. Z trwałością było u nich średnio, kolor przez ciepłe pigmenty zażółcał zęby. Śmierdzące lecą do kosza
  • Cień do powiek w sticku od Avon- produkt średni, twardy, problematyczny w aplikacji. Jedyne co miał fajne, to kolor- taki metaliczny brąz. Tylko co z tego, jak nie dało się nic z nim zrobić. Prawie pełny leci do kosza
  • Błyszczyk do ust, chyba z Natury- ma chyba z tysiąc lat, a że go znalazłam, to od razu wyrzucam
  • Krem CC od Avon- ciężki, ciemny, zapychający pory. Nie polubiliśmy się

Do twarzy

  • Booster miedzowy 2xCu 6% do twarzy od Biochemii Urody- bardzo lekki i całkiem wydajny produkt. Widziałam jego wpływ na skórę, która delikatnie ujędrniła się i wygładziła. Pewnie w przyszłości kupię kolejny.
  • Mizon Vita Lemon Sparkling Peeling Gel- w dalszym ciągu mój ulubiony peeling. Jego aktualny zastępca- też gommage, niestety nie dorasta mu do pięt. Szczegółowa recenzja tutaj- klik
  • Płyn micelarny z olejkiem od Avon- bardzo fajny i wydajny produkt. Czasami zdarzyło mu się zrobić mgłę na oczach, ale u mnie często się to zdarza przy wszystkich zmywakach do oczu. Zmywał również wodoodporny makijaż.
  • Petitfee płatki hydrożelowe z czarną perłą i złotem- o płatkach pisałam już tutaj- klik. Zdanie mi się o płatkach nie zmieniło. Kilka ostatnich płatków, pomimo, że przechowywałam je szczelnie zamknięte w lodówce, było lekko podeschniętych.
  • Kolagenowy krem ujędrniający pod oczy od Mizon- chyba mój pierwszy koreański krem pod oczy. Krem do twarzy z tej serii powędrował w świat, krem pod oczy został. Bardzo ładnie łagodził wszelkie przesusze i ściągnięcia. Był niesamowicie wydajny. Pełna recenzja tutaj- klik
  • Swanicocco Fermentation Care SkinToner- miałam o tym produkcie robić pełną recenzję, ale jakoś odwlekałam tekst w czasie i tonik zdążył się skończyć. W mojej ocenie jest to produkt dla skór odwodnionych i suchych. Ma lekko żelową konsystencję, która szybko się wchłania. Pod makijaż może być za ciężki, szczególnie dla cer tłustych
  • Mizon All In One Snail Repair Cream- niby produkt- hit, dla mnie był bez szału. Zużyłam go na dekolt, bo do twarzy mam o wiele lepsze produkty. Recenzja tutaj- klik
  • Near Skin ph Balancing- żel do mycia twarzy- bardzo fajny produkt. Dla mnie nie zastąpił do końca żelu od CosrX- klik . Ma przyjemny zapach rozmarynu, dobrze i delikatnie myje.
  • Żel pod oczy i do powiek ze świetlikiem i herbatą od FlosLek- niby polecany produkt, u mnie totalnie się nie sprawdził. Nie nawilżał skóry, a wręcz ją przesuszał i ściągał. Do skóry normalnej i niewymagającej pewnie byłby ok.
  • Krem pod oczy oil infusion od AA- złapałam go przy okazji jakichś zakupów spożywczych, bo był w promocji. Krem jedynie co zrobił, to porządnie wkurzał. Rolował się, wchodził do oczu, podrażniał, nie nawilżał.

Do ciała

  • Żel pod prysznica Allverne Papaja /kwiat lei i Peonia/Irys- kupiłam je za jakąś śmieszną cenę na wyprzedaży w Butiku i tym razem jakość poszła za ceną. Fakt myły, ale ani zapachami, ani wydajnością pochwalić się nie mogły. Jeśli ktoś potrzebuje czegoś na szybko w awaryjnych sytuacjach, to będzie ok.
  • Mydło do rąk Hammam El Hana by Pielor- spodziewałam się wodotrysków, a dostałam w sumie przeciętny produkt zapakowany w ładną buteleczkę. Skusiłam się na to mydełko podczas zakupów w Kontigo, wiedziona pamięcią o moim pobycie w Turcji. Zapach tego produktu niestety był ciężki- nijaki i w niczym nie przypominał Hammamu pod żadną postacią. Jeśli chodzi o moc myjącą, to owszem mył, ale za tę cenę jest wiele lepszych produktów
  • Mineralny Balsam do Rąk od Yope- kupiony na fali fascynacji tą firmą. Okazuje się, że dla kogoś, kto niezbyt często kremuje ręce, pojemność jest zatrważająca. 500ml starczyło mi na ponad rok używania go jako kremu do rąk, do stóp, a i nogi potrafiłam nim sobie posmarować- oczywiście nieregularnie. Zapach jest lekko słony, niby morski ale nie taki jak odświeżacz do toalet. Jeśli chodzi o działanie, to jak na krem do rąk bardzo wolno mi się wchłaniał i pozostawiał lepką warstwę, która dyskwalifikuje go w tej funkcji
  • Ziaja Intima kremowy płyn do higieny intymnej- fajny i wydajny kosmetyk. Więcej o nim pisać w zasadzie nie trzeba, może jeszcze dodam, że do mycia twarzy u mnie nie bardzo się nadaje ze względu na „majtkowy” zapach
  • Alterra deo-spray- jeśli ktoś lubi dezodoranty bardziej naturalne, to z tego będzie zadowolony. Przyjemnie pachnie, nie robi plam, ale jeśli ktoś ma duży problem z potliwością, to nie jest produkt dla niego
  • Rexona Aloe Fresh żel pod prysznic- produkt- wtopa tej zimy. I to nie absolutnie dlatego, że śmierdział, albo, że nie mył. Jedno i drugie robił naprawdę fajnie. Jedyny problem z nim był taki, że zawiera w składzie chłodzącą miętę, czego nie doczytałam. No a wiadomo, zimna, zimna łazienka, ciepły prysznic i dreszcz chłodu na plecach podczas mycia… brrr. Na lato byłby super
  • Antyperspiranty OnDuty Max protection 6 od Avon – to chyba póki co moje ulubione psikacze. Nie zostawiają śladów na ubraniach, ładnie chronią przed brzydkim zapachem i tylko czasami psiknie mi z butelki jakiś talk- ale ja tak mam, że jak nawet w butelce nie ma talku, to ja go wydobędę 🙂
  • Antypersirant Nivea Black&White Invisible Pure- no niby dobrze działał, ale niewidzialny to on niestety nie był. O ile psikaczami z Avonu udało mi się kilka razy walnąć talkiem, to tu tak średnio co trzeci psik to był proszek. Trzeba uważać z ciemnymi ubraniami
  • Your Pure Beauty skarpetki złuszczające do stóp- jedne z najlepszych skarpetek jakie miałam. Serio, serio. Wiem, że produkty tego typu mają swoich zwolenników i przeciwników. Ja jako urodzony leniwiec skarpetki uwielbiam.
  • Perfecta balsam do ciała SOS- produkt niby fajny, ale coś mi w nim nie zagrało. Zapach ma bardzo neutralny, nawilżać nawilża, ale też zostawia dość grubą tłustą warstwę, która mnie osobiście wkurza.

Do włosów

  • Joanna Professional- odzywka ceramidowa do włosów o zapachu ananasa- zapach faktycznie był ananasowy i to o dziwo przyjemny. Jeśli chodzi o działanie, to już poniżej średniej. Przede wszystkim odżywka strasznie się leje, nie pomaga na splątane końce i w sumie to nie robi nic. Ja zużyłam ją do odżywkowania końcówek przez pierwszym myciem. Niby produkt profesjonalny, a w drogerii zwyklaki mają lepsze działanie
  • You-niverse Olejek do włosów kokos- fajny i oczywiście silikonowy produkt do końcówek. W małych ilościach nie obciąża włosów, pomaga w rozczesywaniu.
  • Maska do włosów bardzo suchych i zniszczonych od Garnier Fructis- faktycznie odżywka ładnie sobie radzi z przesuszonymi końcami. Czasami aż za dobrze, bo zbyt częste jej użycie kończyło się czasami przeciążeniem. Do normalnych włosów będzie zbyt ciężka
  • Mydło miodowe z Babuszki Agafii- najmniej przeze mnie lubiane mydło, ale w końcu udało mi się je zużyć. Jeśli chcecie wiedzieć więcej, to zapraszam na recenzję- klik
  • Micelarny krem myjący do włosów od Avon- kupowałam przekonana, że będzie to bubel i miło się rozczarowałam. Fajnie się sprawdzał do metody kubełkowej. Mył dokładnie i łagodnie.
  • Schauma Sports szampon wzmacniający- niby męski szampon, ale po treningu bardzo go lubiłam. Myje mocno, wiec jeśli szuka czegoś bez SLS-ów, to zdecydowanie nie będzie ten szampon.

Maski

  • Bioaqua Aloe Vera- fajna i delikatnie nawilżająca maska. Wodotrysków się nie spodziewałam i wodotrysków nie było, ale produkt jest bardzo ok.
  • Biedronkowe maski Mangosteen i Papaya, szampańska i bzowa- maski ok, ale bez szału. Pisałam o nich wielokrotnie w poprzednich denkach i zdania o nich nie zminiłam.
  • Aliexpressowe maski- jedwabna, z królikiem, i z królikiem- było w porządku. Ja stosowałam je na jakieś bogatsze serum, jako plasterek ułatwiający wchłanianie produktu.

Próbki

  • Płyn złuszczający do twarzy z 5% kwasem migdałowym od Wishtrend- bardzo fajny produkt, czułam jego moc już od pierwszego użycia. Skóra była lekko zaczerwieniona przez chwilę, ale widać było, że powierzchniowo złuszczył naskórek
  • Naturalne mydło do rąk dla dzieci Nagietek od Yope- dzieckiem nie jestem, ale to mydełko bardzo lubiłam. Ma przyjemny delikatny zapach, dobrze myje, ale jak wszystkie produkty Yope słabo się pieni.
  • Emulsja do higieny intymnej Nutka- spoko produkt, choć lejący. Zapach ma raczej delikatny, niedrażniący. Raczej nie skuszę się na pełnowymiarową wersję
  • Żel pod prysznic i do kąpieli Nutka- tak jak wyżej, wszystko ok, ale nic mnie nie skusiło do zakupu normalnego produktu.
  • Benton Snail Bee High Content Skin- tonik do twarzy, którego pełną wersję już miałam. Recenzja tutaj- klik
  • Bandi C- White i C-Active- kremy do twarzy z witaminą C w nowej i starej wersji. Pisałam o nich na instagramie- klik
  • Skin79 małpa i kot kremy BB- o najjaśniejszej pandzie pisałam tutaj- klik. Te kremy różnią się jedynie kolorem. Nie przepadam za nimi. Jeśli chcecie zobaczyć swatche to zapraszam tutaj- klik
  • Bandi Anti- Aging  Care- przeciwzmarszczkowy krem dla cery suchej i normalnej- ten produkt mocno mnie zdziwił, bo w konsystencji był niby leciutki, ale okazało się, że jest bardzo bogaty w konsystencji. Jedyny minus dla mnie, to to, że zostawia tłustą warstwę, ale cery suche mogą to docenić
  • The history of Fo i Sulwhasoo pianki myjące- bardzo wydajne produkty. Malutka próbeczka starczyła mi na kilka użyć. Zapachu jako takiego nie posiadają, myją bardzo mocno i dokładnie. Skóra piszczy, więc jak ktoś nie lubi, to niech lepiej unika
  • dear klair Supple Preparation Facial Toner- bardzo fajny produkt, którego pełną wersję aktualnie katuję. Początkowo jakoś tak bez szału do niego podeszłam, ale okazało się, że dla cer z niedoskonałościami i mieszanych fajnie się sprawdza.
  • Su:m Timeless Water Gel Eye Lifting Essence- niby ok, ale produkt rolował się nie skórze i nie zgrywał z żadnym kremem. O używaniu pod makijaż tez nie było mowy- wszystko strasznie się rolowało i zbierało w zmarszczkach.
  • Yeahwadam rejuvenating cream- krem do twarzy- próbeczka była tak mała, że nawet mi na całą twarz nie starczyła. Jedyne co mogę powiedzieć to to, że miał dość gęstą konsystencję i specyficzny, imbirowy zapach
  • Yehwadam brightening serum- tak jak wyżej, produktu było mało, serum było bardzo wodniste i nie poczułam jego działania na skórze

I to tyle ode mnie. Miłego dnia

Może Ci się również spodobać....

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o