denko
Makijaż, Pielęgnacja, Pielęgnacja koreańska

Denko #9

Kolejny raz wiadro się zapełniło, więc czas wynieść zużyte opakowania. A Was bez zbędnych wstępów zapraszam na denko 🙂

Do ciała

  • Bioaqua żel aloesowy- bardzo przyzwoity produkt, choć oczywiście fakt ściągania kosmetyków z Aliexpressu niesie za sobą pewien rodzaj hazardu. Niemniej żel fajnie nawilżał, koił i zostawiał na skórze ochronną warstwę. Dobrze sprawdzał się zarówno po ekspozycji słonecznej jak i po depilacji
  • Semilac aceton- po prostu aceton kosmetyczny do ściągania hybryd. Trochę wysuszał – jak to aceton, ale bez tragedii. Spełniał swoją rolę. Śmierdział- a jakże ;P
  • Avon płyn do kąpieli Herbal Meadow- co prawda wanny nie mam, ale czasami moczę giry w misce. A ten płyn do kąpieli czyni tę czynność bardziej przyjemną. Dobrze się pieni, ładnie pachnie ziołami. No i tyle
  • Avon Skin So Soft Rozświetlająco- koloryzujący balsam do ciała- mój osobisty koszmarek. Śmierdzi toto przeokrutnie, robi plamy i daje brzydki- żółto- pomarańczowy kolor. Wisienką na torcie było to, że strasznie się transferował na ubrania. Poddałam się po kilku aplikacjach. Nie polecam. 
  • Organic Shop Puruprowa orchidea- piana do kąpieli- tego produktu używałam jak żelu po prysznic i bardzo dobrze się do tego celu sprawdził. Dobrze mył, przyjemnie pachniał, nie wysuszał skóry.
  • Pro Skin Laboratory żel po prysznic lotos i aloes- nic szczególnego- zwykły żel pod prysznic. Miał bardzo delikatny, prawie nie wyczuwalny zapach, mył.
  • Nivea Dry Comfort dezodorant- sprawdzał się całkiem ok, zdarzało mu się czasami pluć talkiem.
  • Delia krem do rąk z pantenolem- nic szczególnego. Nawilżał jedynie na krótki czas po aplikacji i miał zbyt intensywny, słodki zapach.
  • Garnier wygładzający krem do rąk- kolejny produkt meh. Niby nawilżał, ale tylko na chwilę, i wbrew obietnicom producenta- zostawiał tłustą warstwę. Nie lubiliśmy się
  • Margoo cleaner do paznokcie- produkt, który miał za zadanie pozbyć się klejącej warstwy po nakładaniu hybryd. U mnie stracił użyteczność głównie z tego względu, że zaczęłam używać topów, które nie wymagają przecierania. Oprócz tego spełniał swoją funkcję.
  • Antidral- kulka przeciwko potliwości. Jedni uwielbiają, inni nienawidzą. Ja nie mam jakiegoś mega problemu z potliwością, więc starczył mi na chyba 3 lata, jak nie więcej. Działał, choć lubi czasami podrażnić i dodatkowo zaaplikowany na podrażnioną skórę cholernie piekł.
  • NTN żel hybrydowy do paznokci- jeden z moich pierwszych lakierów, ogólnie bez szału, jakoś o wiele gorsza niż chociażby Rossalind, więc nie polecam. Dodatkowo ciężko się go ściągało, przez co paznokcie były przesuszone od zbytniej ekspozycji na aceton.

Do włosów

  • Aussie 3 minute Miracle kuracja do zniszczonych włosów- mam mieszane uczucia, bo produkt niby coś robił, ale głównie polegało to na oblepianiu włosów silikonową warstwą. Włosy się nie stroszyły, ale były przeciążone. Do tego miał nieprzyjemny- niby wiśniowy zapach z apteczną nutą
  • Syoss Color Protect Lakier do włosów- bardzo ok produkt. Fajnie utrwalał, choć lekko sklejał włosy. Na plus dodam, że dało się go wyczesać. Czy filtr w lakierze działają, nie mam pojęcia. Od kiedy stosuję hennę na włosy, problem blaknięcia koloru jakoś nie bardzo mnie dotyczy.
  • Barwa naturalna szampon lniany- tak zwany „rypacz” Szampon zawierający SLS-y, który dokładnie myje włosy, ale nie powinno się go używać do codziennego mycia. Ważną informację jest to, że pachnie jak ocet jabłkowy, co nie każdemu może pasować. Oprócz tego fajnie się pienił przy metodzie kubeczkowej.
  • Garnier Fructis Banana Hair Food- czy jest jeszcze ktoś, kto nie zna tej maski? Nie sądzę. Jest to pierwsza maska z tej serii, którą wypróbowałam i którą zużyłam. Oprócz genialnego zapachu podobało mi się to, że bardzo ładnie wygładzała włosy, dociążała je, ale nie obciążała. Oczywiście używałam jej od wysokości uszu w dół i jedynie jako odżywka przed myciem, lub do mieszania z olejem. Użyta u mnie jako odżywka po myciu zbytnio przeciążała mi włosy.
  • Garnier rozjaśniacz lodowy opalizujący blond- Ci z Was, który śledzą mnie na instagramie pewnie wiedzą, że w tym roku porzuciłam chemiczne farbowanie włosów na rzecz henny. Okazało się jednak, że nie całkiem mogę zrezygnować z chemicznych środków, gdyż mój odrost nie chciał łapać odpowiedniego koloru po użyciu ziółek. Z tego powodu przed właściwym hennowaniem rozjaśniam włosy w tzw. kąpieli używając 1/3 rozjaśniacza, 1 łyżki szamponu i 1 łyżki odżywki do włosów. Taka kąpiel zapewnia mi jednolity kolor na całej długości i dokładne pokrycie odrostów.

Maski

  • Bioaqua Teatree- maska z olejkiem z drzewa herbacianego. Faktycznie maska miała specyficzny smrodek, który lekko szczypał, jak normalna aplikacja tego olejku. Oprócz tego ciut nawilżała, ale zostawiał klejącą warstwę.
  • W.Lab maska do dłoni- jeśli dobrze pamiętam jest to maska, którą dostałam w którymś Koreaboxie. Bardzo fajny produkt, mocno nasączony esencją. Skorzystały z niej w sumie dwie pary rąk. Skóra po niej była bardzo fajnie zmiękczona i nawilżona. Produkt warty uwagi, szczególnie dla osób, które borykają się z przesuszonymi dłońmi.
  • Pil’aten colagen mask- mój łup z Lidla. Maska średnia, nieszczególnie coś robiąca. O dziwo pomimo braku zapachu coś podrażniało mi podczas aplikacji oczy.
  • Avon maska nawilżająca- pierwsza z maseczek w płachcie od Avon. Przyznam szczerze, że była całkiem ok, nawilżała.
  • dear Klairs Midnight Blue Calming Sheet Mask- o tym produkcie pisałam już wcześniej i każda kolejna aplikacja potwierdza moją opinię. Jest to świetny produkt. Genialnie łagodzi po kwasach, koi przesuszoną i odwodnioną skórę. Jest dość droga, ale jak na maski „Premium” dalej jest dostępna w całkiem przystępnej cenie.

Próbki

  • LiQ CC lekkie serum z witaminą C- no nie powiedziałabym, że lekkie, bo serum miało konsystencję żelowo-olejową. Wchłaniać się wchłaniało, ale pozostawiało coś a’la silikonową warstwę. Próbeczka była za mała, żeby coś więcej o tym produkcie powiedzieć, ale zainteresowałam się nim i może w przyszłości zamówię pełnowymiarową wersję.
  • LiQ CR serum na noc z 0,3% retinolem- tak jak wyżej, próbeczka była malutka i w sumie nic nie mogę o nim powiedzieć. Konsystencja też była żelowo- olejowa (choć nie jestem pewna czy to był olej, bo dziwne to było).
  • Innisfree Essenc In Lotion Green Tea Seed- cuś dziwnego toto małe coś. Bo niby esencja, niby lotion, i w sumie nie wiadomo co. Ja osobiście nie jestem wielbicielką lotionów, ale muszę przyznać, że produkt przyjemnie się rozprowadzał, szybko wchłaniał, nie zostawiał warstwy i ładnie pachniał herbatą (nie olejkiem herbacianym 😛 ). Pewnie nada się jako jeden z pierwszych produktów pielęgnacyjnych dla nastolatek z normalną cerą.

Uwaga spam Bandi 😛

Uwagi ogólne- próbki są dość duże i wystarczają na kilka użyć, co dla mnie jest super sprawą, bo pozwalają trochę lepiej poznać produkt. Dodatkowo mazidła albo nie pachą wcale, albo też zapach jest bardzo delikatny. Nie podrażniają skóry.

  • Sebo care- nawilżająco matujący krem na dzień SPF 20, krem faktycznie matowił, dobrze trzymał podkład i przyjemnie pachniał
  • Delicate Care krem/maska kuracja łagodząca- faktycznie produkt jest bardzo delikatny i nie podrażnił mi po użyciu na wkurzony pyś. Oprócz tego, że produkt jest bardzo lekki, to zostawia on na skórze taką przyjemną welurową warstewkę, która przyjemnie zmiękcza skórę
  • Anti dry emulska silnie nawilżająca- faktycznie silnie toto nawilża, dla mnie aż za mocno, więc pokochają ten produkt osoby z przesuszoną skórą. Produkt przeznaczony jest do stosowania na dzień, ale do mojej skóry co najwyżej mógłby się nadać na noc i to co jakiś czas.
  • EcoFriendly Care kojący krem przeciwzmarszczkowy- przyjemny nawilżający krem, choć przeznaczony do skóry przesuszonej to jednak w mojej ocenie polubią się z nim też właścicielki skóry normalnej, bo nie jest kremem takiego kalibru jak Anti dry.

Do twarzy

  • Pyunkang Yul Balancing Gel- zbawca mojej przesuszonej i podrażnionej skóry. Genialnie sprawdzał się zarówno jako ostatni krok pielęgnacji na noc jak i maseczka nawilżająca. Więcej o nim tutaj- klik.
  • A’pieu From the Black Morning Cleansing Gel- pisałam o nim na instagramie- klik. Dziwny jest to produkt- z jednej strony mył, ale z drugiej strony zupełnie się nie pienił, przez co nie mogłam go wyczuć. Niby wszystko ok. ale jakoś brak miłości między nami. Zapachu nie posiadał.
  • E-naturalne- Potrójny kwas hialuronowy 1,5 %- bardzo lubię ten produkt i absolutnie nie widzę sensu, żeby przepłacać, kupując żel hialuronowy sprzedawany jako gotowy produkt, a nie surowiec. Spełniał swoją rolę, nawilżał, dobrze się sprawdzał do maseczek ekspresowych. Nic dodać, nic ująć.
  • Purito- Witamin C Serum- nie polubiłam się z tym produktem. Oprócz tego, że opakowanie jest tragiczne, to jest on stworzony na bazie bardzo nietrwałej formy witaminy C, przez co połowa opakowania leci u mnie do kosza ze względu na utlenienie. Pisałam o nim tutaj- klik.
  • Madara pianka do mycia twarzy- produkt przez wielu uwielbiany, ale mnie okazał się średniakiem. Fakt, myje, ale nie jest to jakieś spektakularne żebym wydała na niego 80zł, spokojnie znajdę piankę za 20 złotych (np. z Ecolab- klik) która będzie myła tak samo, a jeszcze dodatkowo będzie miała przyjemny zapach.
  • Lovely sypki puder bambusowy- pisałam o nim tutaj- klik. Jest to chyba pierwszy puder, który zużyłam do końca. Polubiłam się z nim. Nie dawał uczucia tępego matu, a raczej satyny. Ładnie utrwalał krem bb.
  • Avon Intensywnie oczyszczający płyn do mycia twarzy z węglem aktywnym- hm… jak kupuję produkt z węglem, to nie spodziewam się, że będzie on pachniał….arbuzem… No ale cóż, oprócz tego mył, zbyt mocno się nie pienił  i nie wywarł na mnie jakiegoś mega pozytywnego wrażenia
  • Avon Lekki olejek do demakijażu- pisałam o nim tutaj- klik i opinia o nim mi się nie zmieniła. Dalej uważam, że to bardzo fajny, w pełni hydrofilny produkt, który po zmyciu nie zostawia na skórze żadnej tłustej warstwy (np. w przeciwieństwie do olejku z Miya)
  • E-naturalne hydrolaty z gorzkiej pomarańczy i białej herbaty- oba bardzo fajne. Ja używałam ich do maseczek, ale spokojnie można ich używać jako samodzielne toniki do twarzy. Przyjemnie odświeżają i łagodzą. Mają średnio-intensywne zapachy
  • E- naturalne francuska glina żółta- nie jest o moja ulubiona glinka, ale jednak nie mogę absolutnie na nią narzekać. Delikatnie oczyszczała skórę i wygaszała stany zapalne.
  • Ziaja żel myjący liście manuka- jak dla mnie zbyt duży zdzierak, dla mojego Pół ulubiony produkt do mycia twarzy. Ma przyjemny świeże- ziołowy zapach, dobrze się pieni.

Znacie któryś z tych produktów? Macie inną opinię niż ja? Podzielcie się spostrzeżeniami 🙂

Może Ci się również spodobać....

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o