Pielęgnacja

Wspomaganie wzrostu włosów z Bandi

Przyznam się Wam, że mam pecha. Niesamowitego wręcz pecha do fryzjerów. Salon fryzjerski odwiedzam raz na około 7 lat i absolutnie, ale, ale to absolutnie zawsze wychodzę stamtąd poirytowana i niezadowolona. Mam wrażenie, że wraz z otwarciem drzwi do salonu w moim mózgu zamyka się jakaś zapadka odbierając mi umiejętność porozumiewania się w lokalnym dialekcie, przez co ja mówię jedno, a fryzjerka słyszy coś innego. Jaki jest tego finał? Przeważnie zbyt krótko ścięte włosy, czasami nawet krzywo no i… grzywka jak od garnka. Brzmi znajomo?

Jeśli tak, to pewnie po powrocie do domu robicie to co ja, czyli odpalacie internet i wpisujecie: „środki na porost włosów”, „jak zapuścić włosy” czy „witaminy do włosów”.

Po wielu latach wojny i podchodów, nieregularnego stosowania i zniechęcenia, w końcu znalazłam coś, co u mnie sprawdziło się rewelacyjnie, więc stwierdziłam, że się podzielę z Wami moim tajnym sposobem. Kto wie, może właśnie mój wpis pojawił się komuś, kto właśnie wrócił od fryzjera 😛

Nie będzie pewnie zaskoczeniem, że cudeńka z dzisiejszego wpisu znalazłam w naszej rodzimej firmie- Bandi. Czuję się trochę jak ich samozwańcza ambasadorka, bo nie ma chyba miesiąca, żeby na blogu nie pojawił się wpis o jakichś ich produktach. Ale co ma człowiek zrobić, jak są one po prostu bardzo dobre 😀

Dobra, wstęp i tak już jest przydługi, więc lecimy do sedna. Najpierw krótko opiszę każdy z produktów, a dla wytrwałych na dole znajdą się na dole efekty stosowania. Gotowi? To lecimy!

Tricho-peeling oczyszczający do skóry głowy

Wpadlibyście kiedyś na to, że skórę głowy (skalp) powinno się peelingować tak jak skórę twarzy? Do mnie długo niedocierana ta informacja, a w sumie wydaje się to jak najbardziej sensowne. Skóra na całym ciele odnawia się, w związku z czym na jej górnej warstwie może pozostawać już martwa tkanka, która nie dość, że czasami zbija się w nieestetyczne płaty, to jeszcze prowadzi do utrudnienia we wchłanianiu się substancji odżywczych. Logiczne, prawda? Idąc dalej, peelingi do skóry głowy dzielą się na te fizyczne (posiadające ścierne drobinki) i chemiczne/enzymatyczne (która za pośrednictwem różnego rodzaju ekstraktów powodują „rozpuszczanie” martwego naskórka). Jako, że fanką peelingów mechanicznych nie jestem tak w ogóle, a wypłukiwanie drobinek zaplątanych we włosach było istną mordęgą ( tak próbowałam, pierdyliarda metod, ale każda kończyła się mniejszym lub większym niepowodzeniem) zdecydowałam się na peeling enzymatyczny na mazie mocznika i kwasu mlekowego.

Ticho-peeling jest ma postać gęstego, żelowego serum zamkniętego w szklanej buteleczce, zaopatrzonej w pipetę. Dozowanie jest całkiem proste-wkładam pipetę we włosy i przejeżdżając po przedziałkach, dozuję preparat bezpośrednio na skórę. Po zaaplikowaniu peelingu wykonuję delikatny masaż głowy opuszkami palców i pozostawiam produkt na ok. 10 minut. Po upływie określonego czasu peeling powinno się zmyć, albo zastosować na niego ekstrakt, którego użycie na „świeżej” skórze zintensyfikuje efekt.  Peelingu używam raz na tydzień, czasami raz na dwa tygodnie, bo bądźmy szczerzy, nie zawsze mi się chce.

Jaki efekt daje sam peeling? Oprócz oczyszczania skóry głowy z martwego naskórka normalizuje też pracę gruczołów łojowych, przez co zauważyłam, że włosy nie przetłuszczają się tak bardzo i są lekko odbite od nasady.

Cena za 100 ml – 38zł

Od góry ekstrakt i peeling

Tricho-ekstrakt przeciw wypadaniu włosów

Czemu akurat ten produkt? Bo składniki wpływające na wzmocnienie włosów, stymulują również ich wzrost. Przy pozbyciu się nadprogramowych 10 centymetrów kudłów z ich  długości, jest bardzo dobrym argumentem, aby tę konkretną buteleczkę dodać do koszyka. Ekstrakt w konsystencji przypomina peeling, z tym, że zamiast typowego żelu, dostajemy lekką emulsję zamkniętą w szklanej buteleczce, również wyposażoną w pipetę. Produkt aplikowałam podobnie jak peeling, tworząc przedziałki i powoli dozowałam produkt na skórę, oczywiście po użyciu peeling (którego nie zmywałam). Następnie szybki masaż (pamiętajcie żeby masować skórę głowy, a nie pocierać włosy), czepek na głowę i czekamy z umyciem głowy minimum pół godziny. Czepek oczywiście możecie pominąć, ale nałożenie turbanu, czy też foliowego/ gumowego czepka wpływa na lepsze wchłanianie się produktu. A wiadomo, chcemy jak najwięcej skorzystać 😀

Cena za 30 ml- 49zł

No dobra, umyłam głowę, i co dalej?

Tricho-lotion stymulujący wzrost włosów

To jest produkt, który trafił do mojej łazienki na długo przez ekstraktem i peelingiem, kiedy to przechodziłam fazę wcierek do włosów. W owym okresie przerobiłam mnóstwo produktów, ale ostał się z nich tylko jeden. Co jest takiego w tym produkcie, że wyeliminował konkurencję? Widziałam efekty stosowania praktycznie od pierwszej aplikacji. Przede wszystkim bezpośrednio po stosowaniu czuć niesamowite odświeżenie i lekkie mrowienie skóry głowy. Następnego dnia zaś widzę, że włosy wolniej się przetłuszczają i są bardzie sypkie. Jak go stosuję? Po każdym myciu głowy, mając jeszcze wilgotne włosy wkładam dozownik sprayu we włosy i po „węgiersku” szprejuję :P. Oczywiście nie na tyle dużo, by produkt spływał mi na szyję i czoło. Wystarczy kilka psiknięć w strategicznych miejscach i co dalej? Masujemy! Dobra, bądźmy szczerzy. Nie jestem fanem masowania skóry głowy. Jeśli ktoś mi to robi, to owszem, potrafię godzinami poddawać się smyraniu, ale samej sobie nie lubię. Co z tego, że mam mnóstwo akcesoriów ten masaż usprawniających. Nie lubię i już. Oczywiście staram się choć ciut pomasować, ale nie wyobrażajcie sobie, że jak piszę masaż- to bite 40 minut ugniatam skórę głowy… raczej tak z 37 sekund 😛

Cena za 200 ml- 49zł

Przejdźmy to efektów, czyli tego co naprawdę Was interesuje

Nie będę Was trzymać dłużej w niepewności. Czy produkty te naprawdę przyspieszają wzrost włosów? Zdecydowanie tak. Dzięki temu, że regularnie farbuję włosy, mogłam dokładnie śledzić efekty używania produktów. Używając sumiennie i regularnie peelingu, ekstraktu (raz w tygodniu) i lotionu (po każdym myciu) tempo wzrostu moich włosów podwoiło się. Oznacza to, że zamiast centymetrowego odrostu, po miesiącu miałam odrost 2 centymetrowy, a  w jednym miesiącu nawet 2,5. Dodatkowo zauważyłam, że włosy stały się podatniejsze na układanie, lżejsze (ale nie przesuszone) i widocznie zdrowsze. Przyznam też szczerze, że przy odpuszczaniu sobie cotygodniowego stosowania peelingu i ekstraktu, wzrost włosów był słabszy, ale i tak szybszy niż normalnie. Wniosek jest wiec taki, że najlepiej stosować wszystkie produkty razem. Na jak długo mi starczyły? Buteleczka peelingu spokojnie powinna wystarczyć na 3-4 miesiące, ekstrakt na około 2. Lotionu używam codziennie (szczęśliwa posiadaczka włosów przetłuszczających 😛 ) i starcza mi on na 4-5 miesięcy.

Czy kupię kolejne opakowania? Nie tylko kupię, ale już kupiłam, a do tej pory zużyłam po kilka opakować każdego z produktów. Ta recenzja powstała po około 2 latach stosowania, wiec wierzcie mi, wiem co piszę J

Ostrzeżenie

Tytułem ostrzeżenia dodać muszę, że peeling i lotion zawierają substancje lekko drażniące, takie jak kwas mrówkowy czy mięta pieprzowa. Mogą powodować delikatne zaczerwienienie skóry, które powinno zniknąć po około 30 minutach od stosowania. Pamiętajcie jednak, że lepiej być ostrożnym, niż żałować! Przez użyciem każdego z produktów na całą skórę głowy, wykonajcie próbę uczuleniową na niewielkim fragmencie (np. skórze za uchem) i sprawdźcie, czy po 24 h nie wystąpi jakaś niepożądana reakcja.

I to tyle ode mnie na dzisiaj.

0 0 vote
Article Rating

Może Ci się również spodobać....

Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments