Pielęgnacja

BioUp Eliksir rewitalizujący MANGO ENERGY

Jak tam u Was z planami wakacyjnymi? Ja już pogodziłam się z tym, że ten rok nie będzie taki jak poprzednie lata i postanowiłam przełożyć plany podróżnicze na późniejszy okres. Pogoda za oknem niestety nie ułatwia tej decyzji, bo ponad 30 stopni i piękne słońce aż kuszą, aby wyruszyć w siną w dal i nie wracać zbyt szybko. No ale taki los człowieka pracującego. Nie pozostaje mi nic innego niż rekompensować sobie braki zagranicznych podróży lokalnymi wycieczkami i rozpieszczać kosmetykami, które wprowadzają odrobinę tropików do mojej łazienki. I o takim kosmetyku będzie dzisiaj mowa, bo choć polskiej produkcji, eliksir mango to powiew południowej Azji w moim wrocławskim mieszkaniu 😛

Krótko o firmie

BioUp to stale rozwijająca się rzemieślnicza marka kosmetyków naturalnych, wegańskich i nie testowanych na zwierzętach. Jak przedstawiając się sami twórcy: Opracowując receptury myślimy o potrzebach kobiet w wieku od 30 lat. Szukamy surowców, które pomagają skórze zachować młody wygląd, ale przede wszystkim pozwalają i ułatwiają jej prawidłowe funkcjonowanie. Wierzymy, że zdrowa skóra traktowana dobrymi bezpiecznymi, naturalnymi kosmetykami jest w stanie skuteczniej oprzeć się szkodliwym warunkom, w jakich przebywamy (pył, zanieczyszczenia, klimatyzacja, wiatr), zmianom, które się na niej z upływem czasu coraz chętniej pojawiają, czy wreszcie samemu upływowi lat. Właściwie oczyszczona, odżywiona i ukojona będzie po prostu piękniej wyglądać. Większość naszych receptur jest wolna od środków zapachowych – nie zawierają ani olejków eterycznych ani kompozycji zapachowych (kwas hialuronowy, skwalan, sera olejowe, toniki roślinne). W Olejku myjącym dodaliśmy organiczny eteryczny olejek z cytryn – dla jego właściwości oczyszczających i odświeżających. W Eliksirze rewitalizującym znajduje się kompozycja zapachowa – nie oparliśmy się jej energetycznemu, optymistycznemu działaniu.

Na chwilę obecną w oficjalnym sklepie możemy znaleźć różne sera do twarzy, toniki i olejki myjące, ale czuję, że lada chwila chwila pojawią się kolejne nowości (pusta zakładka kremy chyba coś sugeruje 😉 )

Jak ja dowiedziałam się o ichniejszych kosmetykach? Dzięki Lost Alchemy i ichniejszemu pudełeczku TerraBotanica Box, które w lutym tego roku miało wręcz cudowną zawartość.

MANGO

Jak opisują producenci- w tym jednym słowie zawiera się właściwie wszystko – nieprawdopodobna ilość witamin i substancji odżywczych, codzienna porcja energii dla skóry i oczywiście przyjemność z używania!

Eliksir to lekkie serum o właściwościach silnie nawilżających, wygładzających, rewitalizujących i odżywiających. Duża zawartość ekstraktów z owoców – mango, granatu i jabłka – energetyzuje i rozświetla skórę, a świeży owocowy zapach sprawia, że chce się żyć!

Idealny na rozpoczęcie dnia – doskonale się sprawdza pod makijaż tradycyjny i mineralny.
Skóra po nim nabiera zdrowego blasku i świeżości.

Opakowanie, konsystencja, zapach i cena

Serum zamknięte jest w szklanej buteleczce o standardowej pojemności 30 ml (ja miałam wersję 15ml), wyposażonej w pipetę. Dzięki żelowo- wodnej konsystencji takie opakowanie bardzo dobrze współpracuje z produktem, który możemy wykorzystać do ostatniej kropelki. Konsystencja eliksiru jest bardzo lekka, dość szybko wchłaniająca się i w zależności od ilość użycia wchłania się całkowicie, bądź też pozostawia na skórze lekko świetlistą warstwę, która nie klei się zbytnio.Pomimo żółtej konsystencji, produkt nie wpływa w żaden sposób na koloryt skóry. Nie zauważyłam, aby serum wchodziło w konflikt z jakimkolwiek produktem, nic mi się nie rolowało, ciastkowało czy też powodowało szybsze świecenie się cery.

Zapach tego produktu, to chyba to, co od pierwszego użycia najbardziej mnie w serum urzekło. Jest on po prostu przepiękny, naturalny, lekko słodki, lekko cierpki, po prostu świeże, dojrzałe mango. Ostrzegę też, że zapach jest dość intensywny, ale absolutnie niedrażniący. Mi, choć nie lubię słodko pachnących kosmetyków, absolutnie on nie przeszkadza, a wręcz uwielbiam go niuchać.

Za 30 ml produktu w regularnej cenie musimy zapłacić 109 zł, co patrząc na skład (o tym niżej) i wydajność (używam już ponad 3 miesiące mojego mini opakowania i jeszcze mi ciut zostało- a nie oszczędzam, jest naprawdę dobrą ceną.

Skład INCI

Normalnie nie opisuję zbyt szczegółowo składu produktów, ale uważam, że tym razem mamy do czynienia z takim cacuszkiem, że aż szkoda byłoby ten temat pominąć. No to co mamy w środku?

 Woda, glukonolakton, gliceryna roślinna, olej migdałowy, mleczan sodu (substancja nawilżająca naturalnie obecna w skórze jako składnik NMF), olej jojoba, olej z nasion opuncji figowej, prowitamina B5, skwalan z trzciny cukrowej*, olej z owoców rokitnika, olej słonecznikowy, wyciąg z drożdży, ekstrakt z owoców jabłoni, ekstrakt z owoców mango, ekstrakt z owoców granatu, Glyceryl Glucoside, ekstrakt z korzenia lukrecji*, ekstrakt z korzenia marchwi, kwas hialuronowy trójcząsteczkowy, ksylitol* i jego pochodne o działaniu silnie nawilżającym skórę, witamina E pochodzenia roślinnego, kompozycja zapachowa, składniki kompozycji zapachowej będące potencjalnymi alergenami, guma ksantanowa,  konserwanty dopuszczone  do stosowania w kosmetykach naturalnych.

Już mruczycie z zachwytu? Mi do pełni szczęścia brakowałoby tylko żeby wodę z pozycji pierwszej zastąpić jakimś hydrolatem i miałabym swój ideał.

Efekty

Pochwalne opisy jednym, ale wiadomo, koniec końców liczą się efekty. Więc jakie one były? Pewnie domyślacie się już, że rewelacyjne 😛 Serum bardzo dobrze radzi sobie z nawilżeniem skóry, nie obciążając jednocześnie jej przetłuszczających się fragmentów (moja nieszczęsna strefa T). Z uwagi na bogatą konsystencję po porannym stosowaniu serum, nie używałam już żadnego dodatkowego kremu, oprócz oczywiście tego z filtrem. Pomimo dużej ilości słońca i niskiej wilgotności powietrza podczas stosowania produktu nie występował u mnie na policzkach efekt kocich wąsów (ściągnięcia i przesuszenia). Wszelkie podkłady, w tym mineralne bardzo dobrze mi się rozprowadzamy na twarzy. Z sypkimi podkładami mineralnymi musiałam odczekać chwilę dłużej przed aplikacją, żeby skóra zdążyła całkowicie wchłonąć produkt. Na koniec dodam również, że niesamowitą przyjemność dawało mi nakładanie serum na twarz rano, gdyż zapach sam w sobie już dawał mi lekkiego kopa i orzeźwienie, w momencie, kiedy bardzo tęskniłam za powrotem do poduszki 🙂

Czy kupie je w przyszłość? Na pewno tak. To jest jeden z tych produktów, które wywarły na mnie bardzo dobre wrażenie od pierwszego zastosowania, aż po ostatnią kropelkę. Przyznam też, że bardzo kusi mnie serum PERFECT DAY, które w swoim składzie zawiera szałwię, bambus, aloes, chmiel, miętę, korzeń lukrecji w kompozycji z niacynamidem (witaminą B3) i mocznikiem. Jeśli go używaliście koniecznie dajcie mi znać jak Wam się sprawdziło.

0 0 vote
Article Rating

Może Ci się również spodobać....

Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments