Pielęgnacja

MÁDARA Fluidy Tonujące do twarzy

Czy są wśród was osoby, które pracują w systemie home office, lub noszące cały dzień maseczki? Jeśli tak, to ten wpis z pewnością Was zainteresuje. Szczególnie jeśli nie jesteście fankami grubych warstw makijażu, a na co dzień potrzebujecie jedynie lekkiego wyrównania kolorytu skóry. O czym chcę Wam dzisiaj opowiedzieć? O fluidach tonujących od Madary.

No dobra, na samym wstępie muszę sprostować jedną rzecz- pomimo nazwy, bohaterowie dzisiejszego wpisu typowymi fluidami nie są. Czy więc są? Kremami, które oprócz tego, że pielęgnują, to dodatkowo ujednolicają delikatnie naszą skórę. I nie, nie będzie tu krycia przebarwień, o czym więc ten cały szum?

Opis producenta

Fluid tonujący Madara nadaje skórze piękny koloryt, a także nawilża zarówno twarz jak i szyję. Wydobywa i podkreśla naturalny odcień skóry. Rozświetla, opalizuje, twarz wygląda świeżo i promiennie. Ukrywa niedoskonałości i zmarszczki mimiczne. Chroni przed promieniami UV. Lżejsza alternatywa dla tradycyjnego podkładu – nie tworzy na skórze dodatkowej powłoki, nie brudzi ubrań, nie zatyka porów. Jak płatki stokrotki lśniące w świetle księżyca.

Odcień Sunflower– ciepły, odpowiedni do brzoskwiniowej lub ciemniejszej cery.

Odcień Moonflower – chłodny, odpowiedni do jasnej cery.

*produkt wegański
*bez orzechów
*bez glutenu
*nie testowany na zwierzętach
*naturalny i organiczny certyfikowany przez ECOCERT

Opisy a rzeczywistość

No więc jak myślicie, czy obietnice producenta mają pokrycie w rzeczywistości? Ano nie nie do końca. Produkt z pewnością nie ukryje żadnych mocno widocznych niedoskonałości, a mam tu na myśli różnego rodzaju przebarwienia, czy mocno zaognione zmiany skórne. Nie ruszy też zmarszczek mimicznych, bo i niby jak miałby to zrobić. Co do ochrony przez promieniami UV, to jest to dla mnie póki co wielka niewiadoma, gdyż nigdzie w opisie nie mogę dopatrzyć się deklaracji co do poziomu ochrony, a w składzie nie ma żadnych składników, która są fizycznymi, lub chemicznymi filtrami.

Co więc robi?

Na pewno jest bardzo lekki i szybko się wchłania. Nie pozostawia śladów na ubraniach, w tym maseczce- nawet jak mocno w nią nachuchacie. Mogę również powiedzieć, że nawilża, choć nie jest to nawilżanie jakieś oszałamiające, a osoby z suchą cerą z pewnością będą musiały wspomóc się jakimś dodatkowym produktem. Przyznam też, że miałam lekki obawy patrząc na skład kosmetyku, a konkretnie zaniepokoił mnie drugi w kolejności – alkohol. Jak pewnie możecie się domyślać, alkohol oprócz bycia rozpuszczalnikiem, jest też produktem mocno wysuszającym, a tego w kremach pielęgnująco- nawilżających nie chcemy. W moim przypadku o dziwo jednak nie występują żadne przesuszenia, ani nadwrażliwość skóry. Niemniej jednak powinnyście mieć to na względzie, jeśli Wasze doświadczenia z tym składnikiem do przyjemnych nie należą. Pozostała cześć składu jest zaś bardzo ciekawa, gdyż sporą częścią z nich są ekstrakty roślinne o dobrym wpływie na kondycję skóry.

Co wiec jest w nim takiego niezwykłego? Nadaje skórze kolor i to w moim przypadku taki ładny, naturalny, lekko opalony. Nie zakrywa przy tym piegów, przez co moja twarz wygląda tak, jakbym nie miała na sobie żadnych produktów, a jedynie ładną , powakacyjną opaleniznę. Pomyślicie pewnie, i gdzie tu jakieś ochy i achy, no produkt koloryzacyjny i tyle. Ano właśnie nie, bo brak owej widocznej warstwy to coś, czego szukałam w wielu produktach. Jest to produkt, którego mogę użyć wychodząc na zakupy, bądź siedząc w domu- żeby po prostu poczuć się lepiej. I to wystarcza. Jeśli więc szukacie konkretnej szpachli- uprzedzam, nie będziecie zadowoleni.

Kolory

I to jest kwestia problematyczna. Tinting fluid występuje w dwóch kolorach- moonflower i sunflower, i w mojej ocenie opisy kolorów cer, dla których produkty te będą odpowiednie mocno rozjeżdża się z rzeczywistością. Musicie też wiedzieć, że za kolor w podkładach odpowiada zawartość tlenku żelaza, który jak wiadomo- w kontakcie z powietrzem utlenia się- ciemniejąc. I tak, ciemnieją na twarzy też poniżej zaprezentowane kolory.

Od lewej Sunflower i Moonflower

Sunflower jest kolorem bardzo ciepłym, o wyraźnych żółtych, a wręcz pomarańczowych tonach, ale jednocześnie dość ciemnym odcieniu skóry. W mojej ocenie zgra się on z karnacjami o takiej kolorystyce, bądź ziemistymi, które potrzebują nadać swojej skórze ciepłego odcienia. Uważajcie jednak, bardzo łatwo przedobrzyć i zafundować sobie na twarzy kolor grillowanego kurczaka. Tego koloru w mojej ocenie należy używać baaaardzo oszczędnie.

Moonflower pomimo dość jasnego swatcha, nie jest wcale tak jasnym odcieniem, szczególnie, że po wtopieniu w skórę dość znacznie ciemnieje. Nie będzie więc wcale odpowiedni dla jasnych karnacji, ale takich, których podkłady zaczynają się od odcieniach natural.

Na środku Moonflower widać jeszcze warstwę, która nie ściemniała.

Czy warto?

Wszystko zależy od tego czego szukacie. Ja nie jestem fanką ciężkich podkładów, a im mniej czynności wymaga moje poranne wyjście z domu, tym lepiej. Jeśli jednak wolicie konkretne krycie, to albo możecie stosować ten krem jako lekko koloryzującą bazę, lub możecie go całkowicie pominąć.

0 0 vote
Article Rating

Może Ci się również spodobać....

Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments