Pielęgnacja, Pielęgnacja koreańska

Denko #1

Akcja denko to taka fajna okazja na zamieszczenie mini recenzji zużytych produktów, kiedy już z całą pewnością możemy powiedzieć, czy były dobre, czy też zupełnie się nie sprawdziły.

Opakowania pierwszego denka kolekcjonowałam ok. 1,5 miesiąca i w tym czasie zapełniły moje wiadro od mopa. Jest to znak, że czas przystąpić do spisu.

denko #1

Żele pod prysznic

Ziaja- kremowe mydło pod prysznic- pomarańczowe masło energia pomarańczy

Kupiony na fazie ostrej fascynacji zapachem pomarańczy. Bardzo ładnie pachnie, tak świeżo, bez chemicznych nut. Dobrze myje i nie wysusza skóry. Pomarańczo-świrom polecam.

Avon Senses- sensual la vita

Bardzo przyzwoity żel do kąpieli, o gęstej, kremowej konsystencji. Pięknie pachnie piwonią i piżmem. Jest to jednak zapach ciężki i trochę duszący.  Na zimę jak znalazł, na lato nie bardzo. Tak jak poprzednik, dobrze myje, nie wysusza skóry.

Produkty do  twarzy

Biotaniqe- żel micelarny do demakijażu

Do tego produktu miałam kilka podejść, bo jego żelowa formuła jakoś mnie odrzucała. Po odleżeniu swojego, wrócił na półkę i tam już został. Pomimo małego opakowania (250ml) jest on całkiem wydajny i starczył mi na zaskakująco długo. Zmywa zwykły makijaż, z wodoodpornym ma już problem. Dla mnie jednak nie było to szalenie istotne, bo używałam go jako wstępnego demakijażu przed olejkiem, i jako taki mi się sprawdzał. Do tego stopnia polubiłam ten produkt, że tym razem kupiłam jego odpowiednik z wit. C.

Biotanique- węglowy żel myjący

Tak jak z poprzednikiem, miałam do tego produktu kilka podejść i ostatecznie przekazałam mojemu Pół. Z jednej strony nie pasowała mi jego formuła- taka trochę lejąca, z drugiej strony tropikalny zapach, który nijak mi pasuje do produktu z węglem. Czy zmywał makijaż? Hm… jeszcze mniej dokładnie niż żel micelarny.  Nie kupię go ponownie

La Roche-Posay- żel krem do mycia twarzy i ciała

Produkt przeznaczony do mycia bardzo wrażliwej skóry. Nie przesusza i nie ściąga. Nie posiada zapachu. Ładnie doczyszcza twarz, ale z makijażem sobie nie poradzi. Do domywania olejku jak znalazł. Pomimo że drogi, produkt jest niesamowicie wydajny, a dodatkowo często można go dostać na promocji.

Avon- profesjonalny peeling złuszczający z 10% kwasem glikolowym

Bardzo fajny produkt, który przy regularnym użyciu delikatnie złuszcza i odświeża cerę. Nie powoduje podrażnień (co nie znaczy, że nie może zapiec, jak przejedziecie po rance), używanie nie skutkuje łuszczeniem się skóry w płatach. Bardzo go lubię i na mojej półce już stoi zamiennik-klik.

Isana Young- Plasterki przeciw wypryskom

Mój absolutny must have w domu. Te plasterki niejednokrotnie ratowały mnie, kiedy na mojej twarzy wyskoczyło jakieś UFO. Najlepiej przykleić je wieczorem na oczyszczoną skórę i pozostawić do rana. Wszelkie zmiany ładnie się pod nim goją. Proces ten jest też o wiele szybszy. Mała uwaga- nie nadaje się do naklejania na miejsca, które mocno się pocą, gdyż pot pod plasterkiem zaognia problem. Poza tym gorąco polecam.

Long 4 Lashes- serum do rzęs

Produkt kontrowersyjny, dla jednym cud, dla drugich porażka. Dla mnie cud. Doprowadził do przedłużenia moich rzęs o ok. 1/3. Dodatkowo po odrośnięciu zaczęły się ładnie zawijać do góry. Wymaga regularnego stosowania. I tak, czasami podrażniał skórę na ruchomej powiece. Mimo to, będę go dalej używała- z małymi przerwami. Na moją mamę nie działa, tak wcale, wcale.

Do włosów

Garnier Fructis- goodbye damage

Szampon do włosów bardzo zniszczonych z rozdwojonymi końcówkami. Czy faktycznie cofnął w tydzień rok uszkodzeń włosów, 10- krotnie wzmocnił je na całej długości i skutkował 4- krotnym zmniejszeniem rozdwojonych końcówek? Nie. Ale mył, nie przesuszał i nie przetłuszczał moich włosów. Dodatkowo bardzo przyjemnie pachniał. Czy kupię ponownie? Nie, jest za dużo ciekawych pozycji na rynku, żeby do niego wracać.

Schwarzkopf- Gliss Kur- Odżywka z keratynowym serum

Na plus produktu zasługuje zwarta konsystencja, która nie lała się przez palce oraz ładny zapach. Czy ułatwiała rozczesywanie? Minimalnie. I tak musiałam wspierać się jakimś dodatkowym produktem do moich plączących się włosów.

Maski w płachcie

Body Club- Rice Stem Cell Mask

Kupiona za kilka złotych w Biedronce. O dziwo maska posiada całkiem przyzwoity skład, jednak po jej użyciu nie zauważyłam jakiegoś szału na mojej twarzy. No może z wyjątkiem lekkiego pieczenia warg i oczu. Coś w tej masce podrażniało moją skórę, a zapach parował do oczu. Dodatkowo sama tkanina maski była jak dla mnie zbyt gruba i nie chciała ładnie przylegać do dolnej części twarzy. Bez szału.

Purederm- Olive Collagen Mask

Bardzo przyzwoita maska, bodajże też wygrzebana w Biedronce. Ładnie nawilżała i delikatnie koiła skórę. Plusem jest cieniutka tkanina, która ładnie przylegała do twarzy. Ok produkt.

Neogen Dermatology- I’m Anadvanced Revitalizing&Refining Mask

Maskę dostałam jako prezent do zamówienia u SokoBeauty.  Bardzo fajny produkt, ładnie nawilżający skórę i bardzo przyjemnie pachnący. Jak dla mnie ponownie pojawił się problem zbyt grubej tkaniny, która odstawała mi na brodzie. Warto też dodać, że maska jest w kolorze czarnym. Niby bzdet, ale mi się podobało.

Belleza Castillo- Edge Cutimal Cat Whitening Mask

Łup z promocji w Rossmanie. Maska ma ładny wzorek z kocią mordką. Nie zauważyłam niwelowania przebarwień ani wyrównania kolorytu, ale nie sądzę, aby jakikolwiek produkt był w stanie zrobić to po jednym użyciu. Oprócz tego fajnie nawilżała. Szału nie ma, ale była ok.

Pasty do zębów

Biomed superwhite

Pasta z ekstraktem z kokosa i włókien kokosowych, która miała zapewniać odświeżenie i delikatne wybielenie zębów. No cóż… wybielenia nie było… odświeżenia w zasadzie też nie. Być może jest to mój nawyk, ze pasta musi mieć zapach i smak mięty, a ta tego nie miała. Smak był w zasadzie żaden, a zapach- wyczuwalny jedynie przez chwilę- był lekko kokosowy. No nic mi nie urwało, nie polecam.

Naure On- wybielająca pasta do zębów

Pasta kupiona na fali fascynacji działania węgla. Miała delikatny miętowy zapach i smak i oczywiście kolor czarny :). Wybielenia nie zauważyłam, poza tym była ok.

Próbki

The Face Shop- Rice Water Bright Cleansing Foam

Tak, mam fioła na punkcie pianek. Produkt był ok, ładnie i dokładnie mył, nie podrażniał. Miał delikatny zapach.

Missha- Super Aqua Refreshing Cleansing Foam

Malutkie cudo, pianka ma delikatną, perłową strukturę i cudny zapach. Myła nie przesuszając skóry. Z pewnością kupię pełnowymiarowy produkt, jak już zużyję moje zapasy na najbliższe 5 lat ;).

Benton Papaya-D Sun Cream

Filtr do twarzy SPF 38/PA+++. Produkt w mojej ocenie nie sprawdzi się na cerze tłustej, jest zbyt ciężki. Oprócz tego zapach był ok, troszkę bielił.

Missha-all around Safe Block- Essence Sun Milk

Mleczko z filtem do twarzy SPF 50+/PA+++. Produkt ok, zdecydowanie lżejszy niż kolega papaja. U mnie nie sprawdził się pod makijaż, który jakoś bardziej się na nim ruszał.

Farmona- Sweet Secret- Hybrydowy Olejek do Kąpieli i Pod Prysznic

Produkt całkiem ok, ale jak dla mnie niezbyt wydajny. Dodatkowo olejkowa formuła nie bardzo do mnie przemawia.

 

 

I to już koniec na dzisiaj. Tym którzy dotrwali do końca serdecznie gratuluję 🙂

Do poczytania

Może Ci się również spodobać....

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o