Pielęgnacja koreańska

Benton Fermentation

Przyszedł w końcu czas na recenzję kosmetyków, od których zaczęła się moja miłość do firmy Benton i rozbudziło zainteresowanie kosmetykami opartymi na składnikach poddanych procesowi fermentacji.

A jak to się zaczęło? Dawno, dawno temu…od jednej próbki kremu pod oczy. Do dzisiaj pamiętam moje zdziwienie, kiedy otworzyłam saszetkę i do mojego nosa dotarł charakterystyczny smrodek. Do tego czasu przyzwyczajona byłam do tego, że kosmetyki pachną, lub ewentualnie nie mają zapachu. Taki „specyficzny” zapach w produkcie, który do najtańszych nie należy wzbudził moją ciekawość i obudził intelektualnego wiercika- bo ja przecież muszę wiedzieć, co to takiego.

Takim sposobem dowiedziałam się, że fermantacja= większa przystępność składników dla skóry, które wstępnie „przeżute” lepiej się wchłaniają i są lepiej przez nas wykorzystane.

W skład czarnej serii Bentona- bo o niej mowa- wchodzi esencja i krem pod oczy, który z powodzeniem może być stosowany jako maseczka całonocna. Mam wrażenie, że po sukcesie serii tylko czekać, aż pojawią się kolejne etapy pielęgnacji w czarnym opakowaniu

Producent przedstawia serię tak: Seria Benton Fermentation opiera się na fermentowanym filtracie ryżowym (Galactomyces Ferment), bogatym w witaminy, aminokwasy, sole mineralne i kwasy organiczne, które znacząco wpływają na naturalną odnowę biologiczną komórek. Proces fermentacji gwarantuje znacznie lepszą wchłanialność składników aktywnych, co podwaja skuteczność esencji. Taka formuła radzi sobie z większością problemów skórnych takich jak trądzik, rozszerzone pory, zwiotczenie skóry, nierówny koloryt, nadmierne wysuszenie, brak elastyczności czy zmarszczki.

Benton Krem pod oczy Fermentation Eye Cream

Benton  Fermentation Eye Cream

Od producenta: Benton Fermentation Eye Cream to gęsty, bezzapachowy krem, który łatwo się rozprowadza, szybko wchłania i natychmiast nawilża i odżywia skórę. W składzie znajdziemy bakterie probiotyczne, które stymulują regenerację enzymatyczną. Ceramidy uelastyczniają i ujędrniają skórę, odpowiadają również za delikatne wygładzenie zmarszczek, regenerację i ochronę przed szkodliwym działaniem z zewnątrz.

Cena: 129zł

Pojemność: 30ml

Zapach: fermentowany smrodek

Konsystencja: bardzo gęsty krem

Moje trzy grosze:

Jak jak głosi wstęp- jest między nami miłość. Produkt genialnie sprawdza mi się na skórę pod oczami, szybko wchłania i nie zostawia tłustej warstwy. Muszę przyznać, że wchłanialność produktu budzi ciągle moje zdziwienie, bo po tak gęstych kremach zwykle mogę się spodziewać, że w którymś momencie moja skóra powie STOP i przestanie go wchłaniać. Tu nie ma miejsca nic takiego, nawet bardzo gruba warstwa kosmetyku niesamowicie szybko się wchłania. Mogę z powodzeniem stosować go wieczorem, ale i rano pod makijaż. Nawilżona skóra sprawia, że korektor pod oczami ładnie wygląda i w mniejszym stopniu wchodzi w zmarszczki mimiczne. Z uwagi na to, że nie zostawia po sobie warstwy okluzyjnej, bardzo sucha skóra może potrzebować jakiegoś dodatkowego wsparcia, np. kremu z serii kolagenowej od Mizon- recenzja- klik.

Na uwagę zasługuje gigantyczna pojemność kremu. Zwykle produkty pod oczy spotykamy w opakowaniach od 5 do 15 ml, tu mamy tubę 30 ml. Kosmetyk stosowany jedynie pod oczy starczył by pewnie na dwa lata. Ja dodatkowo stosuję go na lwią zmarszczkę między oczami i na bruzdę wargowo- nosową. Bo jak wygładza, to i tam też mógłby 😛 Dodatkowo produkt można stosować od czasu do czasu jako maseczkę całonocną, nakładając produkt na całą twarz zamiast ostatniego kremu, lub po nim.

Skład INCI: Galactomyces Ferment Filtrate, Bifida Ferment Lysate, Butylene Glycol, Caprylic /Capric Triglyceride, Glycerin, Cetostearyl Alcohol, Cetyl Ethylhexanoate, Water, Macadamia Temifolia Seed Oil, Cetearyl Olivate, Sorbitan Olivate, Pentylene Glycol, rh-Oligopeptide-1, Ceramide NP, Sodium Hyaluronate, Aloe Barbadensis Leaf Extract, Adenosine, Allantoin, Althaea Rosea Root Extract, Betaine, Panthenol, Beta-Glucan, Acrylates/C10-30 Alkyl Acrylate Crosspolymer, Arginine, Zanthoxylum Piperitum Fruit Extract, Pulsatilla Koreana Extract, Usnea Barbata (Lichen) Extract, Sorbitan Stearate.

Benton Esencja do twarzy Fermentation Essence

Benton  Fermentation Essence

 

Od producenta: Benton Fermentation Essence posiada również (oprócz cech wymienionych w opisie serii) w składzie bakterie probiotyczne stymulujące regenerację enzymatyczną, które zapobiegają fizycznym uszkodzeniom skóry. Oligopeptydy i wyciągi roślinne wpływają na skórę odżywczo i regenerująco. Skóra z czasem staje się miękka, jędrna, o jednolitym kolorycie.

Cena: 129zł

Pojemność: 100ml

Zapach: fermentowany smrodek

Konsystencja: delikatnie mleczny płyn

Mój czwarty grosz:

Dla tych, którzy nie wiedzą, esencja po oczyszczaniu i tonizowaniu, jest kolejnym krokiem koreańskiej pielęgnacji- klik. Esencje mają za zadanie dostarczanie nam skoncentrowanych składników, które odżywią i pozbędą się problemów dręczących naszą skórę. Możemy spotkać esencje cięższe i lżejsze, produkt Benton należy do tych drugich. Co rozumiem przez lżejsze? To, że nie osiada na skórze wyczuwalną warstwą, ale po wklepaniu ładnie się wchłania nie pozostawiając żadnego filmu. Taka przyswajalność produktu sprawia, że sprawdza się on bardzo dobrze w 7 skin method- klik. Świetnie też sprawdza się jako dodatkowy poranny nawilżacz pod makijaż.

Przy regularnym stosowaniu zauważyłam, że moja skóra bardzo ładnie się uspokaja i wygładza. Przy stosowaniu aplikacji warstwowej natomiast poziom nawilżenia rośnie do tego stopnia, że delikatnie wygładza mi lwią zmarchę.

Jak aplikuję? Dozownik albo dwa wyciskam na dłoń, rozprowadzam i pac pac- wklepuję w buzię. Resztki esencji wsmarowuję w wierzch dłoni- bo im też coś się należy.

Czy jest to krok niezbędny? Nie, ale czuję, że dużo daje mojej skórze, więc skoro widać efekty, to warto.

Produkt tak jak krem z tej samej serii posiada zapach fermentacji, ale jest on delikatniejszy.

Mała uwaga do wieczka- jest ono z tak sztywnego plastiku, że niestety poszły mi pęknięcia przy normalnym używaniu. Koreczek dalej trzyma, więc w sumie to tylko taka skaza estetyczna.

Benton Esencja do twarzy Fermentation Essence Benton Esencja do twarzy Fermentation Essence Benton Esencja do twarzy Fermentation Essence

Skład INCI: Galactomyces Ferment Filtrate, Water, Butylene Glycol, Pentylene Glycol, Glycerin, 1,2-Hexanediol, 1,2-Hexanediol, Ceramide NP, Althaea Rosea Flower Extract, Aloe Barbadensis Leaf Extract, Betaine, Panthenol, Allantoin, Sodium Hyaluronate, sh-Oligopeptide-1, Zanthoxylum Piperitum Fruit Extract, Pulsatilla Koreana Extract, Usnea Barbata (Lichen) Extract, Adenosine, Arginine, Xanthan Gum, Hydrogenated Lecithin, Polysorbate 20, Lecithin.

Obietnice producenta:

Trądzik- nie mam, ale okazjonalne Stefany na twarzy są żadsze

Rozszerzone pory- nie mam dużych, ale nie sądzę żeby wykazywały takie działanie

Zwiotczenie skóry-tak, widzę poprawę jędrności, moja mama też

Nierówny koloryt- ciężko stwierdzić, jedną zmianę pigmentacyjną mam, i to się nie zmienia, pozostałych plam na skórze (za wyjątkiem piegów) nie posiadam, koloryt twarzy mam raczej równomierny

Nadmierne wysuszenie- tak, tak,  i jeszcze raz tak

Brak elastyczności- w zasadzie związana z cechą powyżej, ale tak 🙂

Zmarszczki- o dziwo tak

Warto- oj warto 😀

Uwagi

Fajną sprawą jest, że czarną serię można kupić w zestawie za w sumie 199zł.  Przy dodatkowej promocji -30%, która okazjonalnie nawiedza dystrybutora robi się z tego śliczne 140zł, co przyznam- bardzo raduje moje cebulowe serce 😀

 

A jak Wam przypadła do gustu ta seria? Jest love czy hate? Podzielcie się opiniami.

Do poczytania

Może Ci się również spodobać....

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o