Książki

Poradniki o pielęgnacji- książki Barbary Kwiatkowskiej

W dobie powszechnego i szybkiego dostępu do informacji w internecie cholernie trudnym zadaniem jest wydanie książki- poradnika, który ani nie będzie typowym podręcznikiem szkolnym, ani też kolorową książeczką pełną truizmów. Z tego też względu z ciekawością zabrałam się za czytanie dwóch pozycji, które w ostatnich miesiącach pojawiły się na naszym rodzimym rynku. Co ciekawe,  autorką książek jest Barbara Kwiatkowska- polka, która na co dzień współpracuje z Biochemią Urody.

Czy udało jej się to trudne zadanie i potrafiła w swoich książkach zawrzeć tę esencję wiedzy o pielęgnacji, nie popadając w banał?

Jak myślicie?

Pierwszą z wydanych książek była:

Skóra. Azjatycka pielęgnacja po polsku

Autorką reklamuje książkę w sposób następujący:

Chcesz mieć cerę jak Azjatki, ale przerażają Cię skomplikowane rytuały? Nie masz czasu na długotrwałą i żmudną pielęgnację? Testujesz na sobie każdą nowość z drogerii, a twoja półka w łazience ugina się od nietrafionych zakupów? Jeśli tak, koniecznie przeczytaj tę książkę i ciesz się pięknym wyglądem bez względu na wiek!

Profesjonalny doradca kosmetyczny nauczy cię, jak:

  • rozpoznawać potrzeby swojej skóry,
  • świadomie dobierać kosmetyki pielęgnacyjne,
  • ze zrozumieniem czytać składy kosmetyków,
  • dostosować azjatyckie rytuały piękna do twoich potrzeb,
  • pokochać swoją skórę!

Książkę w możemy dostać m.in. w empiku za 39,92zł

Skóra. Azjatycka pielęgnacja po polsku
Skóra. Azjatycka pielęgnacja po polsku

Tak jak pisałam już we wcześniejszych wpisach- azjatycka pielęgnacja jest obecnie tematem „hot”. Wiele osób podchodzi do niej jednak z całkowitą nieznajomością tematu. Ba! Nie chce się im nawet wykazać minimalnego wysiłku i trochę pogrzebać w tysiącach dostępnych artykułów. Ostatnio na blogu Feeling-Fancy przeczytałam wpis o vlogerce „dermatologu”, która wypowiada się o kosmetykach azjatyckich popisując się wręcz ignorancją. Też miałam okazję się na nią natknąć i w 100% podzielam  opinię Fancy o „specjalistce”.

Jak to się ma do omawianej książki? Ano tak, że czytając ją możemy sobie te podstawy uzupełnić i mamy je zgromadzone w jednym miejscu. Co więcej, autorka podaje nam jak na tacy polskie zamienniki kosmetyków, które z łatwością możemy znaleźć na półkach drogerii lub apteki. Faktem jest, dla osoby „obeznanej” w temacie, książka ta nie będzie żadnym odkryciem, jednak wydaje mi się, że każdy znajdzie tam jakieś ciekawostki, o których nie wiedział. Oczywiście według mnie nie jest tak różowo. Nie zgadzam się z kilkoma twierdzeniami zawartymi w książce, a odnoszącymi się na przykład do porannego oczyszczania twarzy, czy używania olei myjących, ale cóż…każdy może mieć swoje zdanie.

Skóra. Azjatycka pielęgnacja po polsku
Skóra. Azjatycka pielęgnacja po polsku

Drugą książką, jest :

Pielęgnacja skóry przez cztery pory roku. Azjatyckie inspiracje

W tej pozycji autorką proponuje nam jak dbać o cerę w zależności od pory roku.

Z tej książki mamy dowiedzieć się, jak:

  • skomponować idealne kuracje pielęgnacyjne na każdą porę roku
  • zregenerować poszarzałą po zimie skórę i pozbyć się przebarwień
  • uzyskać piękną i zdrową opaleniznę
  • utrzymać odpowiedni poziom nawilżenia skóry, ochronić ją przed przesuszeniem i mrozem
  • zainspirować się azjatycką szkołą pielęgnacji i dostosować ją do swoich potrzeb.

Książka jest dostępna np. w empiku za 40,99zł.

Pielęgnacja skóry przez cztery pory roku. Azjatyckie inspiracje
Pielęgnacja skóry przez cztery pory roku. Azjatyckie inspiracje

I już na wstępie trzeba powiedzieć jedną rzecz…ta książka nie jest samodzielną pozycją. Wielokrotnie podczas czytania natykałam się na stwierdzenie: tak jak to zostało napisane w poprzedniej książce…możecie o tym przeczytać w poprzedniej ksiażce… (możecie to zobaczyć na prawej stronie powyższego obrazka). Nosz kurde, serio? O czymś takim powinno się uprzedzać. Mnie to osobiście nie zabolało i oczywiście rozumiem jak działa marketing wiązany, ale jednak, jakby ktoś kupił tę książkę jako pierwszą, to mógłby poczuć się oszukany.

Osobiście lubię, kiedy książka stanowi jedną całość. Oczywiście nie mówię tu o wielotomowych powieściach czy encyklopediach. Ale jeśli poradnik jest mi sprzedawany jako całość, a nie jako część pierwsza z dwóch, to oczekuję, że albo temat będzie rozwijany, albo w ogóle się go nie porusza w taki sposób.

Co do samej treści? Też jest ok. Autorka pisze zrozumiałym językiem. Starając się w sposób zrozumiały wyjaśnić zawiłości kosmetycznego świata. Czasami popada ona w ton nauczycielski, ale to wydaje się być nie do uniknięcia w sytuacji, kiedy staramy się w sposób obiektywny przekazać wiedzę.

Pielęgnacja skóry przez cztery pory roku. Azjatyckie inspiracje
Pielęgnacja skóry przez cztery pory roku. Azjatyckie inspiracje

A jak to się ma do Sekretów urody Koreanek?

Nijak. To tak w skrócie. A więcej? Sekrety urody Koreanek Charlotte Cho jest opowiadaniem- w pierwszej osobie -przygód z pielęgnacją dotyczących samej autorki i osób jej bliskich. Mamy tu raczej lekką i przyjemną historię, której w żadnym stopniu nie możemy skojarzyć z podręcznikiem szkolnym. Autorka w zabawny sposób stara się przybliżyć nam samą filozofię dbania o urodę i jej drogę zdobywania wiedzy.

W książkach Barbary Kwiatkowskiej mamy do czynienia z typowym poradnikiem, który krok po kroku zajmuje się kolejnymi tematami ze spisu treści, starając się przybliżyć nam kolejne zagadnienia.

Od strony technicznej

Przejdźmy może do technikalów. Obie książki wydane zostały w miękkiej oprawie. Posiadają raczej pastelowe kolory, czcionka jest takiej wielkości, że oni nie trzeba się zasępiać żeby zobaczyć co jest tam napisane, ani też nie mamy rozciągniętego zdania na jedną stronę, jednym słowem ok. Moje zastrzeżenia kierowałabym natomiast to szaty graficznej. Rozumiem, że wydawanie książek, do tanich przyjemności nie należy, ale w obecnym czasie wygląd ma przeogromne znaczenie i często on decyduje o tym, czy jakąś rzecz kupimy czy nie. Obie książki natomiast tej szaty graficznej godnej pozazdroszczenia nie posiadają. Stockowe obrazki i ilustracje są tanie, ale niestety nadają książkom wygląd podręczników krawiectwa/kosmetologii z 1990 roku. Obecnie mamy możliwość zatrudnienia już nawet za niewielkie pieniądze freelancerów, którzy stworzą grafiki/fotografie spersonalizowane konkretnie do danego dzieła. Będą one też tysiąc razy ładniejsze i sprawią, że książka przyciągnie oko. Tu tak nie jest. Moim zdaniem oprócz treści wygląd to druga najistotniejsza rzecz, a ten wymaga poprawy.

Czy warto?

Przyznam szczerze, że nie umiem na to jednoznacznie odpowiedzieć. Z jednej strony jeśli szukacie książki podobnej do Charlotte Cho, to tutaj tego nie znajdziecie. Nie jest to łatwa i przyjemna lektura z gatunku guilty pleasure (ale nie jest też trudna, po prostu nie porywa).

Z drugiej zaś strony jeśli nie lubicie przebijać się przez gąszcz internetu, bądź nie wiecie, czy właśnie zdobyta tam wiedza jest wartościowa, czy też jak przy okazji niektórych „specjalistów” wyssana z palca, to tak- warto. Dzięki książką zdobędziecie fundament, na którym będziecie mogły budować dalszą wiedzę o temacie pielęgnacji. Oczywiście zalecam rozpoczęcie lektury od pierwszej książki 🙂

A jakie jest Wasze zdanie? Jeśli macie jakieś ulubione książki o pielęgnacji- podzielcie się w komentarzu.

Chcecie dowiedzieć się więcej o koreańskich produktach?- klik

 

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o