denko
Aliexpress, Kosmetyki DIY, Pielęgnacja, Pielęgnacja koreańska

Denko #2

Moje wiadro od mycia podłogi się zapełniło a to oznacza, że czas na kolejne denko. Tym razem ze względu na upały moja skóra potrzebowała ekstra nawilżenia, więc w koszu znalazło się mnóstwo masek w płachcie. Skończyło mi się też trochę produktów do twarzy, które na jakiś czas odłożyłam na bok, a które przy okazji porządków znowu znalazły  się ponownie na półce. No dobra, nie ma co robić zbyt długiego wstępu- zapraszam do czytania.

Do twarzy:

Skin79 Golden Snail– Zaplątał się przy robieniu poprzedniego denka. O tym kremie bb pisałam –tutaj  i dalej podtrzymuję wyrażoną opinię. Na chwilę obecną zrobił się dla mnie ciut za jasny, więc przeskoczyłam na pomarańczowy albo Madarę.

Clinique clarifying lotion 3– 2 krok z pielęgnacji Clinique. O tych produktach chyba napisano już cały Internet. Mam kilka różnych produktów z serii i jedynie ten płyn przypadł mi do gustu. Bardzo fajnie i delikatnie złuszcza. Zawartość alkoholu może trochę przesuszać, więc trzeba uważać i czasami robić sobie przerwy w stosowaniu. Dla mnie ok, w zapasie mam jeszcze jedną butlę.

Evree- hamamelisowy tonik do twarzy. Jeden z moich pierwszych toników. Stanowi fajną alternatywę dla tych, którzy nie lubią zapachu róży. Fajnie odświeża i delikatnie nawilża skórę. Nie jest to tonik koreański, ale i tak jest całkiem ok. Polecam szczególnie dla początkujących

Do stylizacji włosów:

Syoss Lakier Volume Lift– jeden z gorszych lakierów z tej firmy. Zamiast delikatniej mgiełki, dość mocno zraszał włosy i je zlepiał. Nie kupię więcej.

Syoss lakier Fiber Flex– to akurat jeden z moich ulubieńców. Bardzo fajnie utrzymuje moją grzywkę, nie robi mi z niej zjeżdżalni. W razie potrzeby da się też wyczesać.

Do stóp:

Vithea- skarpetki złuszczające. Produkt na nogach bardzo fajnie rozgrzewał. Złuszczać, złuszcza, ale robi to bardzo powoli i niejednolicie. Do tego stopnia, że na środku stopy po 5 dniach skóra mi zeszła, a na piętach po 2 tygodniach mam dalej zgrubiałą i zeschniętą skórę, która mocno się trzyma. Miałam lepsze.

Do mycia:

Yope- kadzidłowiec i rozmaryn. O żelach pisałam tutaj- klik. Żel pod względem myjącym bez zarzutu. Zapach nie mów, ale z chęcią przygarnął mój Pół.

Avon Oriental Sanctuary– to że lubię żele z Avon pisałam już w poprzednim denku, tak więc w tym denku jest kolejna zużyta butla. Zapach pomarańczowo przyprawowy. Średnio- intensywny. Dla mnie i mojego Pół bardzo ok.

Babuszka Agafia- mydło czarne- ziołowe- mój ulubieniec opisywany –tutaj. Szalenie wydajny i wielofunkcyjny. Ma delikatny, nienarzucający się zapach. Uwielbiam.

Isana pianka pod prysznic Rose dream– pianka o zapachu rzekomo różano- kokosowym. Różę czuć, kokosa niezbyt- przebija jedynie lekko słodkawy zapach. Co do zdolności myjących to jest bardzo ok. Piana ma bardzo gęstą konsystencję. Produkt jest bardzo wydajny. Fajne opcja na podróż, bo nie zajmuje dużo miejsca.

Eos laboratorie- ultra odżywczy krem- żel pod prysznic. Znalazłam go w majowym chillboxie. Bardzo fajnie myje. Ma dość mocno płynną konsystencję, więc wymaga użycia gąbki lub myjki żeby nie spłynął z rąk. Ma intensywny zapach świeżego mango- jak ktoś tego zapachu nie lubi, to nie polubi- mi się podobał.

Biały Jeleń- hipoalergiczny żel do higieny intymnej kora dębu– bardzo fajny produkt o dużej pojemności i niskiej cenie. Można stosować też jako żel do mycia twarzy dla wrażliwców. Z tej serii mam też żel bławatkowy i bardzo się z nim lubimy.

Loreal Elseve odżywka wzmacniająca. Równie dobrze mogłam nie używać niczego. Produkt nie nawilżał i nie ułatwiał rozczesywania, choć fakt, że też nie wysuszał włosów. Jak dla mnie nie warto.

Maski w płachcie

Skin79 Seoul Girl’s Beauty Secret mask– fajna maska na cienkim płacie. Dobrze przylega do skóry. Ma delikatny kwiatowy zapach- niedrażniący oczu. Ładnie nawilża i uspokaja cerę. Polecam

Skin79 Fresh Garden Mask- pearl/ Glacial Water. Kolejne fajne maski od Skin79. Czy działą przeciwzmarszczkowo, to bym raczej nie powiedziała, ale fajnie nawilżą i wyciszą. Polecam jak koleżankę piętro wyżej.

Mediheal Pomegranate– fajnie nawilżająca maska, ale na perforowanej i grubej tkaninie przez co miałam problem z jej dopasowaniem. Mimo to polecam.

Pilaten Hydrating Whitening Mask– o dziwo maska kupiona w Lidlu. Bardzo fajnie nawilżyła i uspokoiła mi cerę po upalnym dniu. Czy jest rozjaśniająca? Raczej nie.

Mizon Enjoy Vital- Up Time Soothing Mask. Skład Maski jest fajny, ale gruba tkanina mi przeszkadzała. Nie mogłam jej dopasować na brodzie, ale poradziłam sobie wklepując spływającą esencję. Jest ok, dla tych którzy lubią grubsze tkaniny.

Puraderm Maseczka Regenerująca Śluz Ślimaka– całkiem fajna maska z Biedronki, kupiona za szalone 5zł. Skóra jest fajnie nawilżona, żaden składnik maski mnie nie podrażnił. Cienka tkanina ładnie przylega do skóry. Jedyny minus to mocny kwiatowy zapach.

Puraderm Raspberry Collagen Mask– maska z któregoś boxa. Ładnie nawilża, nie podrażnia. Ma intensywny słodki- malinowy zapach, za którym nie przepadam. Dość gruba tkanina nie chciała mi przylegać w okolicy mostka nosa. Poza tym ok.

Puraderm- Cucumber Collagen Mask. Kolejny zakup z Biedronki. Maska budżetowa, o fajnym składzie i ok. działaniu. Zapach aloesowo- ogórkowy fajnie odświeża, szczególnie po włożeniu jej przed aplikacją na chwilę do lodówki. Fajny produkt, wrócę do niej.

Maski z biedronki Peach/Papaya- nie mam pojęcia co to za firma. Jak już wcześniej gdzieś wspominałam, to bardzo fajne maseczki. Tkanina jest średniej grubości, dobrze przylegająca do twarzy. Maska nie ma zbyt intensywnego zapachu. Skóra po zdjęciu maski jest nawilżona i lepka. Dla cer normalnych i tłustych, nie wymaga użycia później dodatkowego kremu.

Conny Animal Mask- tygrys/jednorożec. O tych maskach pisałam już tutaj- klik. Maska jest ok. Ma trochę cieńszą tkaninę niż jednorożec, przez co lepiej przylega do skóry. Jak na maskę odżywczą jej moc oceniałabym na słabą, za to nawilżenie jest ok.

Multibiomask maska oczyszczajaca i liftingująca. Znaleziona w lipcowym Shinybox. Maska oczyszczająca jest ok, ale zawartość kwasu salicylowego nie każdemu może przypaść do gustu. Natomiast maska ślimakowa ma okropny kwiatowo- sztuczny zapach, który jest mega intensywny. Dodatkowo jest mało wydajna i nie odczułam większego nawilżenia po jej zmyciu.

Czyste piękno- maska ślimakowa– maska na żelce z Biedronki. Intensywny zapach, źle dopasowana do kształtu twarzy, i właściwie nic nie robiąca. Lepiej wygląda w opakowaniu i tam powinna zostać. Nie polecam.

Ettang- Modeling Take-out Cup Pack Calendula– maska nabyta w Drogerii Douglas w pomocyjnej cenie 9,90zł. Ciekawa, jeśli wcześniej nie używaliście masek samożelujących, ale tak poza tym, to bez szału. Przy zdejmowaniu miałam duży problem z usunięciem brzegów, które nie chciały się odkleić, nie mówiąc już, że pacnęłam też trochę na włosy. Dodatkowo załączona szpatułka nie dała rady z rozmieszaniem gluta, więc radzę zaopatrzyć się w jakąś drewnianą solidną szpatułkę, bo szlag Was trafi przy tym giętkim plastikowym cholerstwie. Za tę cenę znam lepsze.

Bioaqua- maska karnawałowa- jedna z upolowanych w szale na Aliexpresie. O dziwo nie spowodowała, że wyrósł mi drugi nos na trzecim uchu. Jest  oparta głównie na wyciągu z aloesu i żelu hialuronowym. Całkiem fajna. Ryzyko stosowania niech każdy sam oceni.

Bioaqua Hydrating mask- kolejna maska z Aliexpress. Jest ok. W składzie deklarowana jest zawartość hamamelisu, który czuć, więc raczej naprawdę się tam znajduje.

Images Pure Source maska z granatem. Żeby się nie powtarzać- maska z AliExpress, opis jak poprzednie maski 😛

Inne:

E-naturalne.pl- potrójny kwas hialuronowy 1,5%– bardzo fajny dodatek do kosmetyków samo robionych i błyskawicznych ser olejowych. Na pewno do niego wrócę.

E-naturalne.pl- hydrolat z kwiatów lipy. Ładnie wycisza i łagodzi. Nadaje się jako faza wodna do większości kremów, jako podstawa do toników i do nawilżania samorobionych masek w płachcie.

Próbki:

Missha Super Aqua Ultra Woterful Cream–  spodziewałam się bardzie żelowej niż kremowej formuły. Próbka była tak mała, że starczyła tylko na jedną próbę, więc nie mogę za wiele o kremie powiedzieć oprócz tego, że ma dość tłustą konsystencję.

Benton Snail Bee Hight COntent Steam Cream– moja pierdyliasta próbka tego kremu. Wystarczyła na 3 użycia. Produkt bardzo wydajny, fajnie nawilżający. Dla suchej skóry może być za słaby. Chyba w końcu kupię pełnowymiarowy produkt, bo czaję się na niego od dłuższego czasu.

True Island Honey Bee Multi Solution Cream– krem o specyficznej- topiącej się pod wpływem ciepła ciała konsystencji. Próba zbyt mała żeby powiedzieć coś konkretnego, ale mam wrażenie, że może zapychać.

I to tyle na dzisiaj. Idę wyrzucić śmieci. Do następnego denka.

 

Może Ci się również spodobać....

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o