Pielęgnacja, Pielęgnacja koreańska

Denko #5

Kolejny raz moje wiadro zapełniło się zużytymi produktami, a to wyraźny znak, że trzeba zrobić  denko. Bez zbędnych wstępów zapraszam do zapoznania się z produktami, które mi się sprawdziły i z tymi, które szału nie zrobiły.

denko

Do włosów

Schwarzkopf Gliss Kur Ultimate repair– genialna odżywka w sprayu. Jedyna, która zawsze robi robotę, włosy są po niej gładsze, ale nieulizane. Dodatkowo genialnie się po niej rozczesuje włosy.

Joanna Ultra Color system Szampon podkreślający odcień brązui kasztanu– nope…nic nie pokreślił. Mył, ale brudził prysznic. Nie wróci do mnie

Timotei Men Chłód i Orzeźwienie– szampon używany przeze mnie raz w tygodniu po cięższym cardio. Przyjemnie, odświeżająco pachniał, mył dobrze, ale używany za często obciążał włosy. Znam o wiele lepsze i więcej nie kupię.

Timotei Eksplozja Witalności Szampon– nie, nie i jeszcze raz nie. Po umyciu włosów tym szamponem wyglądałam jakbym się smarowała smalcem.Absolutnie do mnie nie wróci, po kilku próbach wylądował u mnie  jako mydło w płynie

Natura Estonica Sampon dla włosów zniszczonych– bardzo fajny i wydajny szampon, który przebija tylko jego fioletowy kolega z poprzedniego denka- klik. Bardzo przyjemny ziołowy zapach, skończył mi się dziwnie szybkopodbierany regularnie przez mojego Pół

Vis Plantis Żel pod prysznic olejek kameliowy i wiśnia– miał być w produktach do ciała, ale zaplątał mi się na tym zdjęciu. Bardzo przyjemny żel o ciepłym zapachu. Wiśni nie czułam, ale i tak lubiłam

Syoss Fibre Flex- uwielbiam te lakiery, bo można je łatwo wyczesać z włosów i dobrze utrwalają, nie robiąc daszku z mojej grzywki.Solidny produkt

denko

Do ciała

Green Pharmacy Olejek do masażu rozgrzewający– piękny zapach pomarańczy z przyprawami korzennymi. Fajnie nawilżał, ale zostawiał lekkie plamy, które na szczęście zmywały się w praniu. Był bardzo wydajny, więc nie udało mi się go zużyć przed upływem terminu ważności

 Nutka Mus Podprysznic i do kąpieli piwonia i słodki migdał– Łojezu…jakie to było kiepskie….naprawdę. I w dodatku niewydajne. Jedyny plus to zapach, który i tak nie zostawał długo na skórze. Nigdy więcej, a mam jeszcze dwa inne. Pewnie będę go mieszała z innym, bo szkoda mi wyrzucić, a siara oddać

Ziaja Łagodząca pianka do higieny intymnej kwiat stokrotki-jak na piankę to była ona średnio wydajna, choć przyjemna w użyciu. Nadawała się również do mycia podrażnionej twarzy. Nie miała typowego „majtkowego zapachu”

Str8 Ahead żel pod prysznic– uwielbiam ja i mój Pół. No bo fakt, że produkt był kupiony dla niego, ale ja też go podbierałam. Miał przecudny drzewno- cytrusowy zapach, który czuć było po prysznicu w całym mieszkaniu. Już mamy drugi taki sam

Ziaja Grejfrut z zieloną miętą– krem do rąk- takie meh. Niby ok, ale długo się wchłaniał i zostawiał lepką warstwę. Ale za to zapach…mrrrr….przecudny.Zmian w skórze rąk, oprócz chwilowego nawilżenia nie zauważyłam

denko

Do twarzy

Isana Young Anti-Pickel Patches- plasterki o których mówiłam już wielokrotnie. Nie raz uratowały mi twarz. Teraz po kuracji kwasami praktycznie nie mam potrzeby ich używać

It’s Skin Have a Orange Cleansing Foam- o piance pisałam tutaj- klik. Moja opinia się nie zmieniał, ogólnie jest fajna, aczkolwiek w porównaniu do innych używanych pianek w kremie jest mniej wydajna i robi mniej zbitą pianę.

Lizly So Pure Cleansing Water– szczerze? Była ok, ale nie widziałam różnicy pomiędzy nią, a wodą micelarną od Garniera- tą z różowym korkiem. A jak nie widać różnicy to po co przepłacać

Hydrolat z Oczaru Wirginijskijskiego– bardzo fajny hydrolat, którego używałam do mojego serum z witaminą C, aby wzmocnij jego antyseptyczne działanie

Ziaja Yego sensitive- łagodny żel do mycia twarzy dla mężczyzna– faktycznie łagodny żel o lekkim zapachu ogórka. Mój pół używał go bez sprzeciwów i jakichś uwag, więc jest ok :P. Radzi sobie też z domyciem resztek olejku myjącego z twarzy

Avon Anew Clinical płatki złuszczające z 5% kwasem glikolowym- pisałam o nich tutaj- klik. Dalej je lubię i aktualnie używam zamiennie z płynem złuszczającym od Clinique przed stosowaniem retinolu

Avon Balsam Myjący- pisałam o nim tutaj- klik. I tak jak wspomniałam na instagramie, po połowie pudełeczka odczucia przy jego stosowaniu zupełnie się zmieniły. O wiele lepiej zaczął radzić sobie z makijażem i stał się wydajniejszy. Wydaje mi się, że wcześniejsze nieprzyjemności wynikały ze złego zmieszania produktu. Jak będę miała kolejne opakowanie to dam znać, czy faktycznie o to mogło chodzić.

Bioline- serum pod oczy- pisałam o nim tutaj- klik. Jeden z moich pierwszych wpisów :D. Serum fajne, choć porzuciłam je na rzecz testowania innych produktów. Za dokańczanie wziął się mój Pół, który stosował je jak sobie przypomniał na całą twarz, jako krem nawilżający. On uwielbiał jego zapach 😛

denko

Maski

A’pieu Quinoa– maska z kategorii dziwnych, bo zapach psuł mi przyjemność z aplikacji. Kto nie wie jak pachnie Quinoa to podpowiem, że to coś jak mokra mąka gryczana. Oprócz tego maska fajnie nawilża, więc jak komuś nie przeszkadzają takie zapachy to polecam

Purederm Jad Węża– spodziewałam się bubla, a dostałamcałkiem porządną maskę, która przyjemnie nawilżała skórę

Maska z Biedronki Mangosteen- na początku byłam bardzo pozytywnie zaskoczona jakością tych masek, później zaczął przeszkadzać mi ich słodki i dość intensywny zapach. W porównaniu z innymi maskami te po zdjęciu płachty pozostawiają o wiele mocniej klejącą powłokę, która przy aplikacji na noc przejdzie, na dzień będzie wymagała zmycia

MediHeal Lemon Lime– ta maska w zasadzie nie zrobiła nic, aspodziewałam się lekkiego szczypania ze względu na zawartość ekstraktówcytrusowych. Niestety totalnie bez szału

Purederm Chamomile Collagen Mask– przeciętniaczek, choćprzyjemny. Lekko nawilżał, poza tym nie robił nic. Słowem maska dla małowymagających

Body Club Morning Glory Stem Cell Mask- o ile nie przepadam za maską z żeńszeniem, tak ta okazała się wręcz objawieniem. Przyjemnie nawilża i rozluźnia skórę.

Body Club Edelweiss Stem Cell Mask– ta maska plasujesiępomiedzy Morning Glory a żeńszeniem- niby ok, ale w sumie nic szczególnego.

Avon Planet Spa Thailand- całkiem o., możecie o niej przeczytać tutaj- klik

Avon Planet Spa Herbal Stream Bath- całkiem ok, możecie oniej przeczytać tutaj- klik

Skin79 Nude Seal Mask– przyjemna maska nawilżająca,rozjaśnienia nie zauważyłam

A’pieu Sweet Manuka Honey House Mask– bardzo przyjemna,kojąca maska. Nada się idealnie dla podrażnionych skór, bo pozostawia po sobie taki jakby opatrunek na twarzy. Fajnie też nawilża. Nie potrzebowałam po niej kremu na noc

7th Heaven Brazilian Mud Sheet Masque- mój koszmarek.Opisywałam go już na instagramie, więc tutaj tylko szybciutko wspomnę, że nie zrobiła nic i była mega nieprzyjemna w aplikacji- jak zimny szary papier toaletowy pokryty gipsem

denko

Inne

Pomadka Sun Fun 25 od Delii- rozpoczęłam jej używanie na wakacjach, i razem z moim Pół wygrzebaliśmy ją do czysta gdzieś w połowie października. Bardzo fajna, kojąca i nawilżająca. Pisałam o niej tutaj- klik

Aspar masło do ciała o zapachu trawy cytrynowej- produkt w zasadzie naturalny, oparty w głównej mierze na maśle shea i oleju ryżowym.Fajnie nawilżał, ale pozostawiał (jak to masło shea) tłustą warstwę na skórze.W sumie to jakością nie odbiegał od musów z BioLove dostępnych w Kontigo

Joanna Gumowy Krem do włosów- ja jestem wstecznie rozwinięta jeśli chodzi o stosowanie takich specyfików. Albo zrobię sobie gluta z włosów,albo efektu nie będzie żadnego. Nie zużyłam go w całości, a wyrzucam, bo skończył się termin ważności. Jednak wolę lakiery do włosów

Sanex dermo incisible dezodorant– jedna z najgorszych kulek które stosowałam. Była niesamowicie mokra i musiałam stać jak Lorie zanim się ubrałam żeby nie ubrudzić ubrań. Jeśli chodzi o ochronę przeciwpotową, to u mnie nie robił nic.

Do paznokci

Semilac Hardi Clear– utwardzacz do paznokci, dla mojej cienkiej i łamliwej płytki absolutnie niezbędny. Na nim udało mi się w końcu zapuścić paznokcie. Gdyby nie to, że semilac i neonail wypuściły nowe produkty z włóknami, kupiłabym jeszcze jeden

Semilac Base& Top– to moja pierwsza baza i top w jednym,którą kupiłam na samym początku zabawy z hybrydami. Dla początkujących bardzo fajna. Po jakimś czasie używałam jej jedynie jako bazy, bo jako top wolałam używać produktów nie wymagających przecierania (no wipe)

MSHARE Top No Wipe– no i o wilku mowa, top hybrydowy niewymagający przecierania. Kupiony na aliexpress. Byłam z niego bardzo zadowolona. Paznokcie normalnie się nosiły, nie miałam żadnego uczulenia, no i cena w porównaniu do Semilac i Neonail jest o wiele niższa.

I to tyle ode mnie. Dajcie znać jeśli macie inne odczucia niż ja ze stosowania powyższych produktów

Może Ci się również spodobać....

3
Dodaj komentarz

avatar
3 Comment threads
0 Thread replies
3 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
3 Comment authors
FaustynaTesterkaBardziejmilo Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Bardziejmilo
Gość

Nooo trochę to denko sporawe 😀 Moje ostatnio też „na bogato” Miałam pianke z Ziai ale w innej wersji, Sanex lubię niebieski jako dezodorant a Nutkę mam w zapasach 🙂

Testerka
Gość

Byłam bardzo ciekawa tych plasterków z Isany i chyba się na nie skuszę 🙂

Faustyna
Gość

Muszę również pochwalić odżywkę Schwarzkopf w sprayu! Genialna, często do niej wracam! Polecam również żółtą, bądź taką złotawą, ta dopiero ma obłędny zapach 😍